Mała Babia Góra ze Slanej Vody.

Mała Babia Góra

Wszystko mówiło mi, żeby odpuścić, nie jechać tam. Ale ja jak ten uparty baran jak sobie postanowiłam Babią Górę jesienią ze Slanej Vody, to choćby skały sr..y musiałam pojechać.
Najpierw wyjechać nie mogłam, zapomniałam portfela, musiałam wracać do domu. Ale niedaleko wracałam, raptem z kolejnego skrzyżowania. Potem okazało się, że granica w Winiarczykówce jest zamknięta. Już wtedy trzeba było poszukać alternatywnej wycieczki na ten dzień, ale nie ja!!! No skąd!!! Skoro miała być Babia to ma być Babia i już. I to teraz kiedy są najpiękniej wybarwione drzewa a nie w inny dzień. I w ten sposób nadłożyłam 30km, żeby dojechać do Slanej Vody przez Chyżne. W dodatku w czasie jazdy zauważyłam, że paliwa to ja za dużo nie mam, żeby się tak plątać po świecie…
Oczywiście mój uparty mózg znajdował wytłumaczenia na każdy problem: stacje benzynowe po drodze są, karta walutowa jest, ubezpieczenie jest, nie spieszy mi się, jeździć lubię….. więc o co Ci chodzi kobieto.

Poza tym przeczytałam, że przy wjeździe do Slanej Vody jest wieża widokowa, której nie było kiedy byłam tu ostatnio i jeszcze ławeczka dla wielkoluda, więc dwa moje największe górskie fetysze. Nigdy jeszcze nie widziałam takiej mega ogromnej ławki. Wybierałam się na podobną w okolice Zwadronia, ale skoro miałam ją bliżej, to żal nie skorzystać.

Slana Voda jak dojechać?

Myślę, że najłatwiej większości turystom przyjechać tu przez przejście graniczne w Korbielowie, skąd jest raptem kilka kilometrów do Oravskiej Polhory, w której za czerwonymi znaczkami jedziemy dalej asfaltową drogą do Slanej Vody. Jest tam kilka parkingów. W październiku nikt nie chciał ode mnie żadnej opłaty, podobno po sezonie postój jest bezpłatny, a w wakacje 15 zł. Tak czy owak lepiej kasę na opłatę mieć w gotówce w razie czego.

Z Podhala natomiast najbliżej jest przez przejście graniczne w Winiarczykówce . Jeśli wystarczy wam czasu to koniecznie zatrzymajcie się przy figurze Góralki Marysi i zaglądnijcie na jedną z najpiękniejszych miejsc jakie znam: Marysiną Polanę z wieżą widokową, dostępną dla każdego, nawet zmęczonego wędrowca 😉 TU i TU o niej możecie przeczytać 🙂

Ale zanim dojechałam na parking mijam wieżę, którą koniecznie chciałam zobaczyć. Czytałam, że widoki stąd są wybitne a sama wieża przepiękna. I rzeczywiście budowla robi wrażenie, jest inna niż większość tego typu miejsc. Całkowicie zabudowana ale widoki … ten ktoś chyba nie była na pobliskiej Kmet’ovce. Ta to robi wrażenie. Z resztą, tu sami zobaczcie.

Minęłam ją, bo byłam już mocno spóźniona. Postanowiłam zostawić ją sobie na koniec dnia, licząc na piękny zachód słońca. Ponieważ tego dnia sypało się wszystko, więc i zachód słońca do wybitnych nie należał….

Slana Voda. Początek szlaku.

Miejsce na parkingu znalazłam bez problemu. Minęłam Chatę Slana Voda i zaparkowałam w błotku za nią. Nie ma co narzekać Jest jesień, jest błotko 🙂 Kolejna atrakcja jakiej oczekiwałam zawiodła mnie tak bardzo, że aż smutno o niej wspominać. Ogromna ławka kazała si ębyć oczywiście tylko atrakcją samą w sobie. Można na nią wejść za pomocą drabinki, co jest bardzo pomocne, natomiast robiąc zdjęcia mamy za sobą parking. Zdjęcie z autami w tle to nie to o czym marzyłam….

Otarłam zdumione oczy, zarzuciłam plecak na plecy, kijki w ręce i w drogę. Stąd można iść albo żółtym szlakiem bezpośrednio na Babią Górę albo jak ja czerwonym na jej małą siostrę a z niej oczywiście nikt nie broni wejść na samą Królową. Taki właśnie miałam zamiar.

Mała Babia Góra.

Pierwsze trzy kilometry idę asfaltową drogą, która później odbija w prawo. W ten sposób można dojechać aż pod muzeum Mila Urbana. Właściwie niewiele mogę opowiedzieć o tym szlaku, bo idąc nim naprawdę nic się nie dzieje. Żadnych spektakularnych widoków, niespektakularnych też nie… po prostu idzie się pod górę, czasem bardziej stromo, czasem mniej. Trudności nie ma żadnych. Jedynym urozmaiceniem jest niewielka chatka a przy niej miejsce na ognisko i ławeczki gdzie odpoczęłam chwilkę. Jesień za to jest tak piękna, że absolutnie nie żałuję tego wyboru, tak jak chciałam jestem w środku najpiękniejszej pory roku. Drzewa są teraz przystrojone kolorami. Jest słonecznie, uroczo. Zachwycający, jesienny las i szumiące potoki.

Dopiero pod samą Babią zaczynają się genialne wręcz krajobrazy.

Może dlatego w ciągu ponad trzech godzin dreptania spotkałam tylko dwie osoby? Za to na Małej Babiej było ich już więcej. Widoki ze szczytu są wybitne. Uwielbiam tu przychodzić. Wprawdzie Tatry w znacznej mierze zasłania Babia ale za to cała reszta prezentuje się doskonale. Jezioro Orawskie z otoczeniem, Beskid Żywiecki a nawet Śląski, Jezioro Żywieckie, Zawoja. Z resztą …nie wszystko umiem nazwać, więc się nie będę dłużej się mądrzyć.

Wieje tu sakramencko. Jak do tej pory szłam w lekkiej bluzie, to teraz musiałam włożyć kurtkę, czapkę i całe szczęście że wzięłam rękawiczki, bo od zimnych podmuchów zupełnie zmarzły mi dłonie mimo mocno świecącego słońca. Schowałam się gdzieś poniżej w krzakach, stanowiących dość skuteczną ochronę.

Przełęcz Brona i szlak na Babią Górę.

Od Małej Babiej piękne widoki towarzyszą mi przez cały czas. Ale i ludzi przybyło. No cóż, Babia przyciąga jak magnes, chociaż są i tacy co nią gardzą niczym Giewontem. Mówią, że tłumna, kapryśna, przereklamowana. Ja tak nie uważam. Rzeczywiście jest tu zwykle sporo turystów zwłaszcza weekendami i oczywiście na wschodach słońca, ale to dlatego, że widoki są tu najpiękniejsze- na cały świat. To znaczy byłyby na cały świat, gdyby ziemia nie była okrągła 😉

Z Małej Babiej można oczywiście wędrować po Beskidzie Żywieckim wieloma szlakami. Jest to wspaniałe miejsce dla amatorów niespiesznych wędrówek i samotnych szlaków. Bo oprócz Babiej i Głównego Szlaku Beskidzkiego inne są raczej puste, a przecież też nie brakuje im uroku

Moim planem jest jednak Babia. Mijam Przełęcz Brona. Jest to miejsce wypoczynku po dość stromym wejściu ze schroniska w Markowych Szczawinach. Ja schodzę, więc mam sporo sił, nie odpoczywam zbyt długo.
Na przeciwko widać wyciąg narciarski i wieżę widokową na Mosornym Groniu. Byłam tam w Nowy Rok. Ależ to była super wycieczka !!!

Teraz nie będzie lekko. Ścieżka prowadzi najpierw między drzewami, robi się ciszej, spokojniej. Ale to nie pora na ściąganie czapek. Trasa pnie się w górę, a wiatr raz po raz daje się we znaki. Na Przełęczy Lodowej już tak wieje, że prawie podcina nogi. Zrobiło się niemiło….

Zmiana planów i obejście Babiej.

Na Babiej byłam już kilkanaście razy i w 8 na 10 wejść była dla mnie łaskawa. Nie tym razem. Dziś szaleje, a ja nie mam zamiaru za wszelką cenę tam wchodzić. To nie tak, że byłoby to niebezpieczne, lecz przy wietrze który wytrąca mnie z równowagi męczę się ogromnie.

Rezygnuję ze szczytowania, omijam Królową zimowym szlakiem, który poznałam w czasie zeszłorocznych mikołajek, kiedy z grupą osób świętowaliśmy imieniny Mikołaja na Babiej. Wtedy szliśmy z Lipnicy ale schodziliśmy tak jak ja teraz.

Jeśli masz ochotę poznać Babią zimą z Lipnicy Wielkiej to zapraszam TUTAJ. To jeden z moich ulubionych babiogórskich szlaków nie tylko w białym puchu.

Ścieżka zimą była wydeptana i dobrze oznakowana kijami. Teraz też idzie się dobrze, chociaż dość stromo. Cudownie schodzić z widokiem na Tatry z kolorowymi lasami poniżej. Znowu można ściągnąć wierzchnie ubrania. Po drodze jest kilka miejsc odpoczynku, zadaszonych wiat, studzienek gdzie można uzupełnić wodę.

To dość popularny szlak wśród Słowaków ale też miłośników psów. Bo o ile wejście po stronie polskiej do babiogórskiego parku z psem jest zabronione, to Słowacy nie robią takich zakazów. Mija mnie mnóstwo psiaków różnej wielkości i maści. Przyzwyczajone do takiego ruchu, wyszkolone, zwykle nie są zupełnie zainteresowane turystami.

Część trasy jest dość uciążliwa, bo stroma i kamienista, ale poza tym idzie się bardzo dobrze 🙂 Idąc żółtym szlakiem można liczyć nie tylko na wiaty z ławeczkami, ale także na wieże widokowe z lunetami. Lubię tu przychodzić. Trasa z widokiem na Tatry i piękne lasy jest bardzo przyjemna. Dochodzę do znajomego mi miejsca czyli rozejścia szlaków przy zejściu z Babiej w pobliżu orawskiego muzeum.

Do Lipnicy w lewo, do Slanej Vody w prawo. Tego szlaku już prawie nie pamiętam. Na mapie wygląda jak narysowana od linijki i rzeczywiście taka jest! 2,5 km wytyczone prosto jak w p..k strzelił 😉

Jestem już zmęczona. To „tylko” Beskidy a ponad 1000 m przewyższenia i prawie 20 km trasy. W dodatku wiatr i zimno na górze. Ostatnie 2,5 km trochę się dłużyło. Na szczęście już wiedziałam że zdążę przed nocą więc byłam spokojna. Liczyłam kroki, do 100. Potem do 1000, żeby sobie urozmaicić wędrówkę. Po 40 minutach dotarłam na parking, o tej porze niemal opustoszały.

Powrót do domu

Chociaż zdjęcia na wielkiej ławeczce nie mam, a zachód słońca z wieży widokowej był rozczarowujący to i tak uznaję ten dzień za bardzo dobry. Piękna jesień zachwycała, widoki dopisały, nawet paliwa mi wystarczyło mimo, że musiałam znowu jechać naokoło i to nocą.
Ale Babia jest moją ulubienicą, więc trudno jej będzie mnie do siebie zrazić.

Troszkę statystyki

Dystans18,5 km
Czasok 8h
Przewyższenia1020↑↓
TrudnośćŁatwy, nie licząc warunków atmosferycznych

Do następnego razu- Królowo <3

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *