Krokusowy Park Podworski Wodzickich w Porębie Wielkiej, Potaczkowa i Orkanówka.

Park Wodzickich w Porębie Wielkiej

Tytuł dla dzisiejszej wycieczki nie mógł być krótszy 🙂 Oczywiście można się ograniczyć do jednego miejsca i pozostać w parku nawet cały dzień, ale Potaczkowa ze swoim widokowym szczytem jest tak blisko a i Orkanówka jest dla wielbicieli literatury i krokusów smacznym kąskiem :), więc spędziłam niedzielę w okolicy Poręby Wielkiej i Niedźwiedzia.

Park Podworski Wodzickich w krokusach.

Przyznam, że moim głównym celem były krokusy parkowe. Gdy zima trwa zbyt długo wszelkie objawy wiosny są wypatrywane szczególnie uważnie. O tym parku słyszałam w zeszłym roku ale nie zdążyłam na krokusy i tak jakoś zeszło, że w ciągu roku nawet o nim nie pomyślałam.
Gdy nadeszła tegoroczna wiosna wiedziałam, że nie będę szukać krokusów na Chochołowskiej. Mam już dość miliona turystów, ogrodzenia pod prądem, gwaru nie pozwalającego odpocząć. Na pewno nie ma piękniejszych hal krokusowych i dobrze, że zamiast siedzieć w domu ludzie decydują się na ten wielokilometrowy tatrzański spacer ale tym razem poszukam innych miejscówek.

Przypomniałam sobie o Parku Wodzickich w Porębie Wielkiej. To 45 km od mojego domu w Nowym Targu i ok 65 km z Krakowa. Czy warto było? Że warto niech świadczy postanowienie, że chcę tu wrócić w czerwcu.

Parking.

Ja zaparkowałam przy głównej ulicy, naprzeciwko boiska, przy ogrodzeniu parkowym. Jest tu wyodrębniony pas parkowania. Parking jest także bezpośrednio przed budynkiem siedziby Gorczańskiego Parku Narodowego, a także w okolicy tężni.

Wchodzę 🙂

Wchodzę główną bramą i od razu napotykam się na szlakowskaz ścieżki przyrodniczej. To najlepszy sposób na zwiedzanie po raz pierwszy. Skręcam w lewo i od razu napotykam wiosnę. Jeszcze nie krokusową ale zawilcową. Białe dywany kwiatów widziane pierwszy raz tego roku są jak światło słońca po wielomiesięcznym mroku.

Pomniki przyrody

Wiąz Łokietka

Idę dalej podziwiając ogromne drzewa, jeszcze bez liści ale i tak czuć ich majestat. Trzeba zaznaczyć, że park ten posiada tysiące drzew a wiele z nich jest pomnikami przyrody jak ten który widzę z daleka. To wiąz Łokietka. No cóż… już nie wygląda jak dawniej. Z niegdyś potężnego drzewa pozostał kawał pnia przykryty dachówką by ochronić go przed totalnym zniszczeniem, chociaż co tu ocalać….kawałek pnia bez życia? Jak wrócę tu za kilka miesięcy sprawdzę, czy wyrasta z niego chociaż jeden listek.

Wiąż Łokietka ma ponad 320 lat i niegdyś jego korona miała 25m średnicy!
Na terenie parku mamy wiele ponad 200 letnich drzew, głównie wiązy i lipy a te najważniejsze mają przy sobie odpowiednie tablice, a niektóre nawet ławki. Można niczym Kochanowski przysiąść pod lipą, schronić się przed upałem zadumać nad szlachetnym zdrowiem 🙂

Pierwsze krokusy

Na łące przed Wiązem Łokietka znajduję pierwsze w tym roku krokusy. A trzeba zaznaczyć, że to nie są ogrodowe ogromne, wielokolorowe kwiaty, tylko te dzikie fioletowe, delikatne cuda, które znajdujemy w górach. Oczywiście nie obeszło się bez sesji fotograficznej, chociaż później okazało się że najpiękniejsze krokusowe łąki sa jeszcze przede mną.

Alejka i szlak prowadzą wokół łąki, a następie wychodzę na drugi poziom parku, oddzielony od niższego murem i budynkiem oficyny w którym teraz jest wystawa przyrodnicza. Wychodzę na wprost wejścia do sadu dworskiego na końcu którego stoją ule. A pomiędzy drzewami i na drodze fioletowe dywany, tysiące krokusów. Właśnie tego dziś mi było potrzeba!. Jest przepięknie 🙂

Póżniejszą wiosną kiedy drzewa owocowe kwitną musi być tutaj cudownie. Teraz po długiej zimie jedynie krokusy, przebiśniegi i zawilce cieszą kolorami. Juz nie pamietam jak prowadzi szlak, w końcu przyszłam tu dla krokusów, ale tak mi sie podoba że zwiedzam dalej, ale jeszcze tu powrócę.

Co oprócz krokusów?

Nie myślcie, że tylko dla krokusy podziwiałam. Chodziłam po terenie parku prawie dwie godziny. Jest tu urocza kamienna kapliczka, wozownia, amfiteatr, tężna solankowa, dwa stawy z kaczkami. Jest także sporo ławeczek. a na końcu dotarłam na punkt widoowy.

Punkt widokowy.

Ja wróciłam do sadu i stamtąd szlakiem szłam przez lasek w górę ( chciałam jeszcze raz krokusiki zobaczyć) ale wg trasy szlaku edukacyjnego za stawami jest ścieżka w górę, ewentualnie za tężniami jest droga prowadząca do wyżej położonych domów, która też łączy się ze szlakiem.

Na punkcie widokowym wybudowano platformę z której można podziwiać okolice i ustawiono kilka ławeczek. Widać stąd park i panoramę Gorców z Kudłoniem, Turbaczykiem i Turbaczem. Możemy też wypatrzyć stąd Orkanówkę na którą podjadę pod koniec dnia.

Tego nie róbcie!!!!

Pomyślałam, że skoro jestem już dość wysoko to pójdę drogą wyłożoną płytami na Chabówkę i Potaczkową. Droga kończy się u kogoś na podwórku szlabanem, psy szczekają, jednym słowem pomyłka. Żeby nie wracać, polami przeszłam do widocznej wyżej polnej drogi. Poszarpały mnie dzikie róże i inne kolczaste krzaczory. Nie warto. Jest inne rozwiązanie.

To jak iść ?

Iść zgodnie ze szlakiem udukacyjnym, czyli wejść na punkt widokowy po zwiedzeniu tężni solankowej i stawów. Potem zejść do sadu ( i miałabym znowu swoje krokusy 🙂 ) i skierować się w stronę siedziby Gorczańskiego Parku Narodowego.

Poniżej budynku jest ogrodzony teren z mnóstwem ziół, kwiatów, roślin charakterystycznych dla Gorców. Każde stanowisko jest opisane, poprowadzone jest nawodnienie a z góry okazuje się że jest utworzone na kształt salamandry ( symbolu Gorców) a wspomniane rośliny tworzą jej plamki.
Podobno najbardziej spektakularnie wygląda to miejsce na końcem maja i w czerwcu. Przyjadę sprawdzić 🙂

Jeśli chcecie poznać więcej szczegółów to odsyłam was na stronę GPN gdzie jest pięknie opisana ta posiadłość wraz z historią miejsca oraz wirtualnym przewodnikiem.

Góra Chabówka- najwygodniejsze dojście

Ja jak już wspomniałam poszłam byle jak, czego nie polecam, bo jest przyjemniejsze i piękniejsze rozwiązanie, które wypatrzyłam schodząc z Potaczkowej na parking.

Wychodzimy z parku i kierujemy się w lewo pod górę. To tędy prowadzą dwa szlaki: czerwony i zielony. Gdy tylko kończy się asfalt w prawo za potoczek kieruje nas ścieżka przyrodnicza, a szlak turystyczny pozostaje na leśnej drodze. Warto skręcić i iść równolegle do potoku i szlaku. Po kilkuset metrach ścieżka przecina szlak i prowadzi w lewo po kilku schodkach na łąkę a tam są kolejne oznakowania ścieżki przyrodniczej. Ta trasa klucząc znowu powraca do czerwonego szlaku, ale ja radziłabym jednak znaleźć przejście na szczyt Chabówki i z niej zejść drogą polną do skrzyżowania szlaków. To bardzo blisko. Na wprost jest Potaczkowa z ogromnym krzyżem przypominającym ten na Giewoncie.

Na szczycie Chabówki jest pięknie, widoki zachwycają. Drogą przejeżdżają rowerzyści, brzozowe zagajniki zachęcają do odpoczynku. Końcem maja łąki kwitną kolorowo, teraz jeszcze nic nie wskazuje na tę przemianę ale wierzcie mi, tak właśnie jest 🙂 .

Potaczkowa.

Byłam tu w zeszłym roku późną wiosną. Jak tu było cicho i pięknie!!! Na szczycie oprócz krzyża stoi ogromna wiata, sporo ławeczek z programu ławeczek w Beskidzie Wspowym ( co jest troche dziwne, bo Potaczkowa nalezy do Gorców) a jedna z nich dedykowana jest Jerzemu. Gdy zejdziemy polami w prawo znajdziemy jeszcze jedną piękna kamienną kapliczkę.

Tym razem jednak nie było cicho. I nie zawdzięczam tego podmuchom wiatru tylko ogromnej ilości motrów, kładów a nawet przyjechało tu auto. Dziewczyny piszczą, faceci się puszą, ogniska się palą a ja uciekam jak najszybciej. Podobno w niedzielę tak tu bywa…

Jak najbardziej warto tu zaglądnąć. Pierwszy raz byłam w późnowiosenną sobotę, może tym razem źle trafiłam. A widoki są przepiękne na Gorce, Beskid Wyspowy a nawet Babią Górę.

Dlaczego namawiałam was na zejście ze szlaku?
Bo drogą szlakową jeździły te wszystkie smrodzące pojazdy, a spod kół wylatywały im kamienie. Szlak jest dość stromy i kamienisty. Lasem na pewno idzie się dużo wygodniej. Tak zrobię kolejnym razem, bo mimo wszystko podoba mi się tutaj. A szlak na Potaczkową to raptem 1,5 km. Nawet jeśli to stroma droga to i tak jesteście na szczycie w 45 min.

Wracałam na parking uskakując przed kładami. Tak się zastanawiałam czy tylko w niedzielę tak jest. Przecież oni muszą przejechać przed bramą siedziby Gorczańskiego Parku Narodowego. Park Wodzickich jest swoistą eksklawą czyli czyli częścią GPN poza głównym obszarem chronionym. Tak samo okolica góry Chabówka.

Orkanówka.

Do Orkanówki postanowiłam dojechać autem. Nigdy tam nie byłam ale zauważyłam że szlak zielony z pobliskiego Niedźwiedzia do Muzeum Orkana to droga asfaltowa.

Dojazd

Początkowo szosa wije się między domami we wsi, nabierając wysokości. Jest zadbana i jakby nowa, ale do czasu 🙂 W pewnym momencie stała się wąziutka i dziurawa a ku mojemu przerażeniu bardzo ruchliwa 🙂 No cóż czytając moje wpisy raz po raz można się natknąć na opisy dróg wzbudzających grozę, moją grozę. Tylko nie mówcie: lepiej zostawiaj auto na dole, po co się pchasz w górę jak się boisz:) ?
A czy ja wiedziałam na co się piszę ????? 🙂 🙂 🙂

Kiedy droga zamieniła się w stromy odcinek wyłożony płytami powiedziałam dość ! Zawróciłam ( na szczęście było gdzie ) zjechałam kilkaset metrów niżej na wypłaszczenie i zaparkowałam w sporej zatoczce. Ostatnie 500m podeszłam pieszo. A auta jeździły tam i z powrotem 🙂
Można tu dojechać także z drugiej strony od Koninek ale nie sprawdzałam warunków jakie tu zastaniemy.

Poszłam płytami przez las do skrzyżowania z polną drogą. Szlakowskaz przy kapliczce pokazywał gdzie jest muzeum.
Zgodnie z przewidywaniami spotkałam także polany krokusów. Tu jednakże jeszcze maleńkie, a w dodatku zaszło słońce a one zwinęły się w pączki.

Muzeum Władysława Orkana.

Niestety muzeum jest do odwołania nieczynne, z resztą w każdą niedzielę też, więc go nie zwiedziłam ale weszłam na teren Orkanówki. Jest ogrodzony a na skraju stoi platforma z której można podziwiać widoczki. Dom jest przepiękny, w stylu zakopiańskim a obok niego stoi rzeźba przedstawiająca siedzącego pisarza. Jest tak realistyczna, że w pierwszym odruchu pomyślałam, że to prawdziwy człowiek 🙂

Władysław Orkan zlecił wybudowanie willi swojemu sąsiadowi. Najpierw zabrał go do Zakopanego żeby przyjrzał się witkiewiczowskiemu stylowi, bo o takim domu marzył. Zbudował ją za honorarium za powieść w Roztokach. Z resztą jego rodzinny dom też znajdował się w okolicy. Był niestety ciemny, z klepiskiem zamiast podłogi i bez komina. Teraz zamieszkał w luksusie. Do willi przeniósł się w 1906 r. Było to miejsce spotkań wielu artystów okresu Młodej Polski. Po jego śmierci dom odziedziczył jego pasierb prof. Witold Folejewski z żoną i przetrwał tu II wojnę światową pomagając partyzantom. Nie stać go było na remonty i utrzymanie willi. w 1973 roku rodzina Folejewskich sprzedała dom gminie Niedźwiedź. Kilka lat później powstało tu muzeum pisarza.

Władysław Orkan to pseudonim. Na prawdę nazywał się Franciszek Smaciarz.

Jeśli wybieracie się z Niedźwiedzia na Turbacz to będziecie przechodzić w pobliżu willi, warto tutaj zajrzeć.
I tak miło spędziłam niedzielny dzień, co i wam polecam 🙂

Odrobina statystyki

Nie robię tym razem tabelki czasu przejścia, sumy przewyższeń. To jest spacerowa wycieczka po parku. Zajmie ona ok 2 godzin, ale kto ci broni posiedzieć dłużej, przeczytać każda tablicę, wstąpić na wystawę przyrodniczą.

Na Potaczkową spod siedziby GPN masz raptem 1,5 km wprawdzie trochę stromą trasą, ale gdy iść oznakowaniami ścieżki przyrodniczej będzie bardzo przyjemna.

Orkanówka jest dostępna samochodem, pieszo z Niedźwiedzia to 3 km asfaltową drogą, z Koninek 2 km żółtym szlakiem, także asfaltową drogą.

Inne miejsca krokusowe w Gorcach:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *