Ostatnio na Magurkę szłam czerwonym szlakiem i wracałam po swoich śladach. Tym razem postanowiłam zrobić pętelkę z udziałem Jaworowego Wierchu, który tak mnie zachwycił kilka miesięcy temu. Magurka i Jaworowy Wierch leżą w paśmie Magury Orawskiej i są bardzo rzadko odwiedzane przez naszych krajanów. Chociaż widoki jakie tu znajdziemy są wybitne.

Jeśli tak jak ja szukasz nieoczywistych, pięknych górskich szlaków to koniecznie tu zawitaj. Na blogu są już opisy tych miejsc, na które wchodziłam i schodziłam tą sama drogą, teraz spinam je pętelką w jedną wycieczkę. Zejście będzie pozaszlakowe, ale opiszę je dokładnie i załączę mapkę. Mam nadzieję, że idąc moim śladem będziesz mieć równie miłe wrażenia. Nie będzie super łatwo, ale czego się nie robi gdy kocha się rozległe przestrzenie.
Zaczynamy w Stefanovie nad Oravou (Szczepanów nad Orawą ).
Auto parkuję przy cmentarzu, naprzeciwko placu zabaw. Jest tu bardzo dużo miejsca. Mimo, że trafiam tu w czasie mszy św. i aut jest sporo to i tak znajduję wygodne miejsce w zatoczce przed kapliczką. Okazuje się, że stoję dokładnie przy polnej drodze, którą zacznę dzisiejszą wycieczkę.
Nie sposób jej przegapić. Jest szeroka i stroma niczym drabina 🙂 Przesadzam oczywiście 🙂 ale nie jest lekko. Można nią skręcić w prawo i wtedy lżejszym trawersem także dojdziesz na grzbiet. Tu wchodzę na czerwony szlak. Muszę odsapnąć bo ten stromy i suchy odcinek dał mi w kość, ale niczego nie żałuję. Pojawiają się pierwsze wspaniałe widoki, dzięki którym tu jestem. W dole wieś a za nią wyrastają szczyty Tatr. Z drugiej strony słońce odbija się od tafli Jeziora Orawskiego.
Jest koniec kwietnia, więc kwitnie wiele krzewów. Wydaje się jakby świat był makietą na której ktoś poustawiał domeczki, krzaki i rzekę. Teraz czeka mnie kawałek prostej drogi, którą już zdążyłam poznać zeszłego lata.


Szlak na Magurkę.
Z samego dołu widać już wieżę przekaźnikowa na którą idę. Wydaje się być tak blisko, ale jakże to zwodnicze. Chociaż przede mną tylko 3,5 km to zabierze mi to prawie dwie godziny z krótkim odpoczynkiem.
Gdy prosta droga się skończy zacznie się najpierw lekkie podejście między kwitnącymi krzewami, a potem cudowna panorama z łąk ponad nimi. Chociaż jest tutaj pod górkę, to brak jakichkolwiek trudności. Idzie się przyjemnie, a widoki zachęcają do odpoczynku w cieniu zanim wejdę w las. Warto tu chociaż na chwilkę przysiąść. Przede mną cudowna panorama od Babiej Góry przeglądającej się w Jeziorze Orawskim, aż po grzbiety Skoruszyńskich Wierchów ponad którymi piętrzy się wspaniała panorama Tatr.

Na Ostry Wierch, albo drogą krzyżową do podnóża Magurki.
Ostatnio udało mi się poznać obydwie drogi i rekomenduję ( co za słowo !!!) jednak drogę krzyżową. Na Ostry Wierch prowadzi prosta, ale stroma drga pod słupami elektrycznymi. Dziś zniszczona zrywką drzewa, ale nawet gdy szłam nią latem nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia. Stroma i niewygodna.
Droga krzyżowa zaczyna się gdy szlak wchodzi w las. Już pierwsza stacja zachwyca nie tylko widokiem miedzy drzewami ale modlitewną atmosferą. W skrzyneczce schowane są modlitewniki a wokół stacji poustawiano ławy by w spokoju się pomodlić. Mimo, że sama raczej pomijam religijne miejsca, to tutaj czuję się bardzo dobrze.


Kolejne stacje drogi krzyżowej są skromne, ale piękne. Każde z tych miejsc przygotowane jest tak by móc usiąść i odpocząć, może pomodlić się. Gdy byłam tu późnym latem otoczenie każdej z nich było ładnie wykoszone i widać że dba się o te miejsca.
Rozejścia dróg.
Po kilku stacjach szlak czerwony wraz z drogą krzyżową skręca w prawo trawersując Ostry Wierch. W górę masz drogę na szczyt jeśli wybierzesz tę opcję. Ja wybieram trawers.
Powoli nabieram wysokości. Po pewnym czasie szlak wchodzi na drogę szutrową, przy której jest kaplica i ławy. To tutaj kończy się droga krzyżowa. Chwila na odpoczynek i ostatnie w tym roku zdjęcia krokusów.


Stąd już niedaleko do źródełka z wodą przy skrzyżowaniu dróg. Tutaj dociera droga przez Ostry Wierch, oraz droga którą biegnie niebieski szlak z Namestowa… czyżby klarowała mi się kolejna trasa na Magurkę? Całkiem możliwe 🙂 🙂 🙂

I znowu mamy dwie możliwości dotarcia na szczyt.
Jedna możliwość to wybranie drogi szutrowej, która łagodnie trawersuje Magurkę i dociera na szczyt.
Druga, którą wybieram to oznaczenia szlakowe, ścieżką przez las. To już ostatnie strome podejście 🙂
Magurka.
Chociaż wieża jest tak blisko dotarcie do niej to kawałek męczącego podejścia. Idę lasem ale pomiędzy drzewami pokazują się widoczki. Wreszcie docieram na szczyt! Przekaźnik jest ogrodzony, ale wyobrażam sobie jak wspaniałe widoki muszą być na jego szczycie. Gdyby tu powstała wieża widokowa, byłaby chyba najpiękniejszą w okolicy.
Widoki są wspaniałe w stronę Tatr Zachodnich i Pasma Skoruszyny a z drugiej strony pomiędzy pniami drzew można wypatrzeć Babią Górę . Warto było się pomęczyć by tu dotrzeć. a za chwilkę pokażę Ci niesamowite miejsce.


Utulnia pod Magurką.
Utulnie na Słowacji to takie miejsca, gdzie wędrowcy mogą przenocować. Mają różne standardy. Niektóre to po prostu zadaszone szałasy, inne to drewniane domki z solarami słonecznymi zapewniające energię, a są też całkiem nowoczesne budynki. Im większy standard tym trudniej się do nich dostać, zabezpieczone są kodami wejścia. Niestety my Polacy mamy nienajlepszą opinię wśród słowackich turystów. Często wokół utulni walają się nasze śmieci, a bywa że szałasy są niszczone i palone. Coraz częściej mówi się by nie udostępniać położenia utulni ze względu na wandali.
Jest to bardzo przykre i chyba nie wymaga komentarza. Na pewno każdy z nas zna takich co szanują naturę i nie pozostawiają po sobie śladów. Ale są też tacy, którzy dziwią się że na szlakach nie ma śmietników, więc zostawiają puszki po piwie zawieszone na gałęziach. Wierzę, że moi czytelnicy to wielbiciele przyrody.
Jeśli interesuje Cię temat utulni to odsyłam do filmu: Słowackie Utulnie na kanale Wedrówki z Sedruchem.
Utulnia pod Magurką jest dostępna tylko na szyfr, który można otrzymać pisząc sms na numer podany na drzwiach. Wtedy dostaje się zwrotny formularz do wypełnienia a następnie kod dostępu. Nie wiem czy to prawda, ale słyszałam, że nasz pesel nie mieści się w formularzach, i utulnie są dla nas niedostępne. Może coś wiesz pewnego na ten temat?


W budynku jest także bufet, czynny w weekendy, ale chyba nie wszystkie. Gdy byłam 3 maja -w niedzielę, był zamknięty. Za to można było sobie kupić napoje i przekąski schowane w skrzyni, na której napisany był cennik produktów. Odbieram to jako duże zaufanie do nas turystów. I chociaż spotkałam się z tym także w innych krajach, to zastanawia mnie jak byłoby w Polsce….
Zostawiam Ci jeszcze LINK do strony internetowej Utulni pod Magurką, tam jest więcej szczegółów na temat jej funkcjonowania.
Między Magurką a Jaworowym Wierchem.
Dalej idę niebieskim szlakiem. Jeszcze przez chwilę czerwony będzie mi także towarzyszył ale Przełęcz pod Magurką nas rozdzieli. Czerwony będzie biegł dużo dalej, bo to międzynarodowy szlak długodystansowy a my odbijemy w stronę Jaworowego Wierchu niebieskim.
Gdy zobaczyłam jak wysoko przyjdzie mi wejść, to się zdziwiłam. Znowu wyobraźnia dała mi psikusa. Chociaż Jaworowy Wierch wznosi się dumnie i udaje niedostępnego, to dotarcie na niego było bardzo przyjemne.

Może dlatego, że szłam ogromnymi polanami z oszałamiającymi widokami na Góry Choczańskie i Tatry Niżne. Jak ja kocham takie szlaki!!! Widoki z Magurki i Jaworowego już znałam ale ten krajobraz i ogromne polany to moja definicja najlepszej wędrówki.
Gdy kończy się jedna polana i zaczyna kolejna można zejść do Stefanova nad Oravou gdzie mam auto. Ale parłam dalej pod górę. Miałabym zrezygnować z jednego z najlepszych widoków na Orawie? 🙂



Jaworowy Wierch.
Do tej pory spotkałam tylko jednego człowieka, ale szczyt Jaworowego jest chyba dość popularny śród mieszkańców Twardoszyna, bo stamtąd raz po raz ktoś nadchodził.
Jest tutaj zadaszona wiata, miejsca na ogniska, a nawet huśtawka. Jedynie obecność motocyklistów była nie na miejscu.

Szczyt jest bardzo rozległy a widoki z niego wspaniałe. Chociaż mocno wiało pobliskie drzewa dawały osłonę. Jak miło było poleżeć w słońcu po raz pierwszy w tym roku 🙂
Warto tu wracać, bo są miejsca do których wraca się chętnie. Jestem tu drugi raz ale na pewno nie ostatni.


Zamknięcie pętelki.
I teraz muszę wytracić całą wysokość jaką zdobyłam.
Odpoczęłam, zjadłam, wypiłam herbatę i zadowolona wróciłam na szlak.
Trzeba się troszkę wrócić i wejść w leśną ścieżkę. Ściągnij sobie mapy.com ( dawniej mapy.cz) i mapy offline tej części Słowacji, wtedy będziesz się czuć bezpiecznie na każdej pozaszlakowej drodze, albo zrób screena mapy którą udostępniam na końcu wpisu. W czasie tego zejścia nie zgubisz się, obiecuję 🙂 bo idziesz cały czas prosto w dół.
Niestety jest to dość strome zejście, ale brak tu osuwających się kamyczków więc idzie się dobrze. Ścieżka miejscami jest zarośnięta ale nadal widoczna. Przecinam szutrową drogę ( to ta sama, którą szłam ostatnią część drogi krzyżowej na początku dnia) i ogromną łąką, drogą z widokiem na Jezioro Orawskie schodzę w dół.



Ostatnia wiata.
Droga Cię poprowadzi., a widoki zachwycą Wreszcie jest wiatka, w której cieniu można odpocząć. Nie będę udawać, że to był łatwy odcinek, ale jaka satysfakcja!
Po odpoczynku jeszcze kawałek w dół. Gdy zobaczysz rozwidlenie dróg nie ma znaczenia którą wybierzesz. Każda doprowadzi cię w okolice kapliczki przycmentarnej. Ja skręciłam w lewo, w stronę wsi ( tą drugą trzeba było jeszcze podejść kawałek pod górę a już mi się nie chciało 🙂 )

I to już koniec.
Lubię przejść się wsią, zobaczyć jak ludzie żyją. A tu żyją skromnie, ale bardzo schludnie. W to gorące popołudnie wieś wydawał się być wymarła, a dziewczynka z psem wyłaniająca się zza zakrętu przypomniała w jednej chwili wszystkie sezony The Walking Dead 🙂 🙂 🙂
To była świetna trasa, taka do polecenia 🙂
Odrobina statystyki
| Dystans | prawie 11 km |
| Czas przejścia | 4,5h albo dłużej |
| Trudność | Ku mojemu zdziwieniu sporo przewyższeń jak na taki dystans. |
| Suma przewyższeń | 542m ↑↓ |

Jeśli podobają Ci się treści jakie tworzę będzie mi bardzo miło, gdy wesprzesz moją pracę na blogu symboliczną kawą.
Bo nawet ocean składa się z kropel i każda kropla jest ważna, dlatego
moja wdzięczność jest ogromna za KAŻDE wsparcie.
Pomoże mi to opłacić serwer, domenę i ubezpieczenie górskie. Z góry bardzo dziękuję 🙂
Jeśli to ma dla Ciebie znaczenie wszystko na blogu tworzę analogowo, nie korzystam ze sztucznej inteligencji, treści są wytworem mojej kreatywności, a wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa.





