Ośnica przewijała mi się w social mediach już kilkukrotnie, jako miejsce warte odwiedzenia. Oglądałam przepiękne panoramy i zdjęcia ze szczytu. Poza tym wiadomo Mała Fatra to gwarancja pięknych widoków. Przestudiowałam mapę i zdecydowałam się iść niebieskim szlakiem z Parnicy. Czy to był dobry wybór? Osądźcie sami 🙂

Parking.
Wydaje się, że Parnica nie jest przygotowana na najazd turystów na Ośnicę 🙂 Brak tu parkingów w bezpośrednim otoczeniu wejścia na szlak. Ja zaparkowałam po prostu na poboczu w uliczce poprzedzającej wejście na szlak. Zaznaczę je jako rozpoczęcie trasy na mapce na końcu wpisu. Zwykle szukam parkingów przy kościołach, dworcach, sklepach i tutaj też jest taka możliwość przy dworcu kolejowym.
Wejście na niebieski szlak.
Wejście jest na początku ślepej uliczki, widocznie oznaczone. Nie było łatwo, bo pierwsze kroki to wprawdzie krótkie, ale strome i śliskie podejście. Dzień wcześniej intensywnie padał deszcz, a spadające liście przykrywające błoto stanowiły dodatkową trudność. Pomogłam sobie kijkami, rozgarniałam liście i w ogień w górę 🙂 Ale jest łagodniejsza alternatywa z której skorzystałam schodząc.
Wystarczy podejść kilka metrów drogą asfaltową i powyżej jest drugie wejście, niewielką ścieżką, dużo wygodniejszą od szlakowej.


Magiczny jesienny klimacik 🙂
Ścieżka dalej prowadzi szpalerem drzew, które teraz jesienią mienią się złotem a mgła nadaje im magicznego wyglądu. Jednak mam nadzieję, że ta magia nie stanie się przekleństwem. Gdy mgła nie ustępuje, a droga prowadzi mlecznymi chmurami cały dzień, romantyzowanie mgiełek jesiennych zamienia się w złość i niedosyt. A tego doświadczyłam niedawno aż za dość.

Idę i idę nie widząc nic oprócz ścieżki pod nogami i zarysu pojedynczych drzew. Dopiero schodząc będę mieć możliwość podziwiania jakże pięknych hal którymi idę. Nie będę cię trzymać w niepewności czy warto wybrać tę trasę i już zaraz pokażę Ci jak piękny może być świat.
Huśtawka
Ale po kolei..
Początkowo idziemy pięknym szpalerem drzew, by wyjść na dość dużą łąkę, przez którą prowadzi szlak polną dróżką. Wracając zauważyłam, że jest jeszcze jedna ścieżka pozaszlakowa w górę, na skraj lasu. A tam ogromna drewniana konstrukcja z huśtawką. Niestety tam nie poszłam rano, bo w „mleku” i tak by nic nie było widać a schodząc było zbyt późno. Ale Tobie polecam sprawdzić, jeśli lubisz takie atrakcje. Daj mi znać czy warto 🙂
Halami na Magurkę.
Polna dróżka którą szłam łączy się z drogą polną i teraz wygodnie pniemy się wyżej. Praktycznie aż do rozejścia pod Magurką idzie się szeroką drogą.
Powtórzę się, że rano szłam po omacku ale za to schodząc, gdy zobaczyłam te wspaniałe widoki, zapierało mi dech w piersiach. Nie dość, że panoramy rozległe to jeszcze ta jesień zaczarowana.
Gdy będę starą kobietą i nie będę mieć sił na wysokie i dalekie szlaki, będę wracać w takie miejsca 🙂
Po lewej stronie rozległa Orawska Magura i Dolny Kubin u podnóża, Panorama Tatr nad którą właśnie wschodził księżyc, dumny Wielki Chocz, a centralnie na wprost Śip w rdzawych barwach.


Hala, za halą. Idę ich skrajem, bo słyszę zjeżdżający traktor, który ciągnie za sobą kłody drzew. Fragmenty leśne są dziś wyjątkowo malownicze. Mgły jeszcze otulają drzewa, ale liście odbijają słońce, świecąc złotem jesiennym.
W sezonie na pewno jest tuta wypas owiec sądząc po pozostałościach w trawie, a na ostatniej polanie stoją zabudowania, teraz opuszczone. Bacówka, ogrodzony teren dla owiec i dość duża szopa. Szlak wg mapy powinien omijać to miejsce ale nie zauważam szlakowskazu i przechodzę drogą przez sam środek gospodarstwa.
Stąd już całkiem blisko do wyciągu. Zaraz za nim zaczyna się stromsze podejście i wyraźna dróżka w prawo. To nie oszlakowane dojście na szczyt Magurki i obietnica rozległych widoków.

Magurka -miejsce widokowe?
Miałam duże nadzieje na rozległe widoki, więc gnałam ile sił. Na szczęście ścieżka prowadzi grzbietem, a jesienne barwy umilają przejście. Między drzewami widziałam jak chmury kotłują się poniżej. Liczyłam na widok na cały świat z „mlekiem” rozlanym w dolinach a dostałam tylko mały przesmyk przy końcowej stacji wyciągu. Swoją drogą teren wyglądał na dość zaniedbany, więc nawet nie wiem czy to nie jest czasem relikt przeszłości.
Podeszłam bliżej wieży przekaźnikowej ale tam drzewa zasłaniały cały widok. Wróciłam więc pokornie na szlak. Obejrzałam się za siebie a tu Wielki Chocz ponad białą kołderką. Im wyżej podchodziłam szlakiem tym widoki były obszerniejsze a mój zachwyt proporcjonalnie coraz większy.


Strungowy Prislop, czyli ostatnia przełęcz przed Ośnicą.
To teraz zmieniamy scenerię i wchodzimy w stromy las, ale nie byłaby sobą gdybym się troszkę nie zgubiła 🙂 .
Początkowo nie zauważyłam oznakowań i poszłam drogą, w górę, skąd rozpościerają się piękne widoki na Wielkiego Chocza, Magurkę i Tatry za nią. Patrzyłam jak zauroczona na przesuwające się „białe morze” chmur pod Wielkim Choczem i kolorowe korony drzew. Jakbym się przeniosła w rajską scenerię. Może ja tu zostanę? Czy ja potrzebuję więcej tego cudu…..


Skoro tu już jestem to idę w górę i z każdym krokiem było wspanialej.
Zauważyłam, że nie ma na drzewach szlakowych znaczników. Sprawdziłam swoje położenie na mapie i okazało się, że jeśli chcę jednak dojść na Ośnicę, to muszę zawrócić. Na szczęście tylko kilkadziesiąt metrów.
Szlak wchodzi w las, ale niestety słabo go było widać. Mnóstwo zwalonych, albo ściętych drzew było sporą przeszkodą. Ledwo widoczna ścieżka miedzy pniami przykryta liśćmi nie pomagała. Dość często sprawdzałam na mapie czy dobrze idę, żeby się nie zgubić. Idę już prawie trzy godziny i nie spotkałam nikogo na szlaku, więc marne szanse na ewentualną pomoc.
W końcu weszłam na lepiej widoczną ścieżkę. Jeszcze kilkanaście metrów pod górkę i zacznie się trawers.
Trawers Magurą.
Teraz niemal po płaskim, idę dwa kilometry częściowo zboczem Magury ( nie mylić z wcześniej odwiedzoną Magurką 🙂 ) . Ostrożnie stawiam stopy, bo ścieżka jest dość wąska i kilka razy noga niebezpiecznie osunęła się w dół. Na pewno jest dużo lepiej gdy jest sucho i bez liści, które uciekają spod stóp i przykrywają pułapki terenu. Znowu sporo zwalonych drzew, przez które trzeba przejść, bo obejście jest niemożliwe. Ale to akurat nie nastręczało mi kłopotu.
Po przejściu trawersu kolejny odcinek biegnie grzbietem pasma, którego nazwy nie znalazłam, ale czy to ważne ? 😉 Nadal spacer mógłby być przyjemny, gdyby nie słabe oznakowania i tarasowanie sobie drogi przez pokrzywy i zwalone pnie. Dopiero wracając zauważyłam oznakowania, które nie bardzo zgadzały się z położeniem na mapie stąd moje zagubienie. Zupełnie niepotrzebnie. Jeśli będziesz tutaj, miej więcej cierpliwości w poszukiwaniu oznaczeń 🙂 a unikniesz mojej irytacji 🙂 .
Z jednej i drugiej strony widziałam między drzewami białe morza chmur. Było to magiczne doznanie.


Strungowy Prislop.
Ten ponad dwukilometrowy odcinek był z minimalnymi przewyższeniami. Przed samą przełęczą czekało mnie jeszcze krótkie ale nie kłopotliwe strome zejście. I nagle otworzyły się przede mną wrota cudu. Ten widok przerósł wszelkie moje oczekiwania. Chmury wielkimi jęzorami wcinały się we wszelkie załamania terenu. Szczyty wystawały z nich niczym wyspy. A teren wydawał się być zatoką wokół której wyrastały najwyższe szczyty. Ograniczały je pasma Tatr, Tatr Niżnych, Gór Choczańskich, Beskidów. Słońce przygrzewało, wiatr ucichł. Czy ja jestem w realnym świecie? Czy ja tylko śnię i zaraz obudzi mnie budzik niszcząc tę ulotną chwilę?


Idę halą, która ciągnie się aż do podnóża Ośnicy. Piękne, wapienne występy skalne przypominają trochę te w Pieninach, obrośnięte owocującymi tarninami. Z każdym krokiem krajobraz lekko się zmienia. Tutaj mój szlak spotyka się z żółtym, którym teoretycznie mogłabym wrócić i stworzyć pętelkę. Ale po pierwsze znaczna część powrotu byłaby drogą, zejście wydaje się być bardziej strome niż w niebieskiej wersji. A najważniejsze jest to, że chciałam sprawdzić jak wyglądają w świetle słońca hale którymi wchodziłam rano, a widoki zasłaniały mi mgły tak skutecznie, że widziałam tylko ścieżkę kilka metrów na przód.
Jakże jestem wdzięczna, że tak długo utrzymały się chmury bym mogła podziwiać ten niezwykły krajobraz. Za pół godziny, gdy wyjdę na szczyt Ośnicy, po nich pozostaną tylko resztki obłoczków między szczytami.


Ośnica.
Teraz najtrudniejszy odcinek szlaku. Cała wycieczka ma ponad 900 m przewyższenia, a do tej pory nie było przecież zbyt dużo wspinania. Pora na ogień w nogach 🙂 Pierwszy etap, to szlak przez las. Początkowe metry są przyjemne, co uśpiło moją czujność, ale zaraz Ośnica przypomniała mi gdzie idę 🙂 . Kijki w ruch, przydaje się każde podparcie. Liście osuwają się spod nóg, walczę dzielnie, przy okazji wypatrując oznaczenia szlaku. Wejdę wszędzie, a jak zejść ? O tym pomyślę potem 🙂
Las się kończy a przede mną stroma ściana Ośnicy. Na szczęście szlak prowadzi wyraźną ścieżką. Czasem błoto stawia przeszkody, ale obchodzę go przez trawę. Podciągam się w górę trzymając się korzeni, albo gałęzi. Tutaj dopiero spotykam pierwszą i jedyną osobę na szlaku. To biegacz, pozdrawia mnie z uśmiechem i pędzi w dół. Oj podziwiam takich ludzi, to dla mnie wyjątkowa umiejętność. Nawet nie próbuję biegać skoro chodzenie zabiera mi oddech 🙂
Wreszcie jest! Co za widoki! Galeria zdjęć w moim aparacie tym razem będzie większa niż zwykle 🙂
Wielki Rozsutec i Stoch zasłaniają świat od północy ale i ten widok jest wspaniały. Miejsca na samym szczycie może nie ma za dużo ale szlak ciągnie się w stronę Ośnickiej Przełeczy cudownym, widokowym grzbietem. Można tu siedzieć godzinami wpatrując się w góry po sam horyzont. Jestem wyznawczynią Górskiego Kościoła. W takim miejscu jak to, namacalnie czuję Boga i jego doskonałe dzieła.






Zejście.
Siedziałabym tu dużo dłużej, ale jesienny, padździernikowy dzień trwa zbyt krótko.
Stanęłam na ścieżce na szczycie Ośnicy. Przede mną ostre zejście.
-Boże pomóż mi bezpiecznie zejść i dotrzeć do domu.
Robię krok, nogi ujechały po błocie, kolana uderzyły o kamienny próg, po kręgosłupie przeszedł prąd.
Boję sie ruszyć.
Przestaję z przerażenia oddychać.
Myśl w głowie: dobrze, że mam wykupione ubezpieczenie ratownicze.
Mija chwila, powraca oddech, udaje mi się usiąść. Dotykam kolan, ale wydaje się, że wszystko w porządku. Siniaki będę oglądać jeszcze przez dwa tygodnie, ale najważniejsze, że mogę chodzić.
-Tak Ciebie prosić! -pyskuję do Boga…..Bezpiecznie a nie szybko! Nie potrzebuję się sturlać tylko zejść-wygrażam Mu żartując 🙂
Gdzieś z tyłu głowy słyszę Jego chichot. Sama zaczynam się śmiać. No tak, na kolanach się prosi 🙂 Podświadomie wiem, że będzie dobrze.

Powrót po własnych śladach.
Ku mojemu zaskoczeniu nie było tak źle. Powolutku, kroczek za kroczkiem, czasem na pupie, nie spiesząc się. Nagle okazało się nawet, że szlak jest dobrze oznakowany. Dlaczego ja tych znaczków nie widziałam idąc w górę?

Podzieliłam zejście na etapy. Najpierw ze szczytu Ośnicy, potem stromym lasem, Strungowy Prislop, trawers, dojście do hal nad Parnicą. Tu usiadłam zmęczona, ale tak szczęśliwa, że aż mi serce waliło z tej radości jak młotem. No bo widoki okazały się być doskonałe. Rozsiadłam się na trawie, patrzę w stronę Tatr a tu księżyc wielki jak piłka wypływa na niebo. Na zdjęciach jest słabo widoczny, bo niebo okazało się być mgliste, ale wrażenie na mnie wywarł ogromne.

Przede mną rdzawy Sip. Tutaj jakby wszystkie drzewa umówiły się na jeden kolor.
Myślałam, że schodząc do auta jeszcze zajrzę na huśtawkę. Zauważyłam jej ogromną konstrukcję ale zmierzch wyganiał mnie na dół, na parking. Jeszcze tu wrócisz, szeptał wiatr miedzy trawami…. Wrócę, ale czy tędy?

Którędy planuję wrócić na Ośnicę.
Szlaków i możliwości wejścia na Ośnicę jest wiele, ale przemawia do mnie taka wiosenna pętelka:
Biały Potok- Janosikowe Diery- potem ominąć Wielki Rozsutec niebieskim szlakiem na Ośnicką Przełęcz-Ośnica- Stefanova-Biały Potok.
Inna wersja to Stefanova-Ośnica tam i z powrotem ale to zbyt nudne chyba.
Jeśli znasz te szlaki, albo inne na Ośnicę, to daj znać proszę.
Podsumowanie.
Szlak podobał mi się szalenie, a moje marudzenie niech będzie tylko zabawnym dodatkiem. Bo ja już stara jestem i stawy mi skrzypią, a nogi są niczym dwa kawałki sztywnego drewna 🙂 . A i wycieczka lasem po ulewach zawsze będzie bardziej wymagająca. Oprócz biegacza nie spotkałam nikogo. Na pewno w sezonie wypasu owiec hale będą w ich władaniu, jeśli ta informacja jest dla Ciebie ważna ( dla mnie jest, bo się boję psów pasterskich )
Mała Fatra nie przestaje zachwycać widokami i wymaganiami 🙂

Troszkę statystyki
| Dystans | 17,5 km |
| Czas przejścia | 7/8 h |
| Trudność | Trasa wymagająca kondycji + są bardzo strome odcinki |
| Suma przewyższeń | 995m ↑↓ |

Jeśli podobają Ci się treści jakie tworzę będzie mi bardzo miło, gdy docenisz moją pracę na blogu symboliczną kawą.
Moja wdzięczność jest ogromna za KAŻDE wsparcie.
Pomoże mi to opłacić serwer, domenę i ubezpieczenie górskie. Z góry bardzo dziękuję 🙂
Jeśli to ma dla Ciebie znaczenie wszystko na blogu tworzę analogowo, nie korzystam ze sztucznej inteligencji, treści są wytworem mojej kreatywności, a wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa.



