Góry Lewockie tak mi się spodobały przy okazji zdobycia ich najwyższego szczytu- Ciernej Hory, że postanowiłam tu wrócić. Już wtedy będąc zauważyłam przepiękną wieżę, górującym na sąsiednim grzbiecie.
Marculina- ta nazwa od razu mnie zauroczyła. Niestety nie zdążyłybyśmy tam dojść. Musiałyśmy z córką wracać do domu, do naszych psiaków. Tym razem wybrałam się z koleżanką. A oto zupełnie inna odsłona Gór Lewockich niż ta widziana z Ihlan.
Zapraszam do lektury i namawiam do podążenia naszym śladem, bo bardzo warto.
Przejeżdżałyśmy przez Żdiar. Nie sposób się tam nie zatrzymać na małą sesję zdjęciową 🙂




Dojazd i parkingi.
Jak dojechać? nic prostszego, wystarczy włączyć nawigację…. tylko że nawigacja potrafi wyprowadzić na manowce. I tak się stało ze mną. Dlatego przeczytaj uważnie którędy NIE jechać !
Chciałam jechać przez Kieżmark a potem na Vrbov ( bo tu liczyłam na odwiedzenie widzianej na instagramie huśtawki ) i dalej kierować się na Lewoczę a nastepnie do celu czyli Lewocką Dolinę. I tak zaplanowałam moją nawigację. Nie wiem jak to się stało, ale zaraz za Kieżmarkiem w Lubicy zamiast skręcić główną drogą w prawo nawigacja kazała jechać prosto drogą równie ładną, co uśpiło moją czujność.
Kiedy planowałam przejazd zwróciłam uwagę na tę proponowaną trasę. Ale ponieważ prowadziła przez góry i lasy chciałam jej uniknąć, chociaż była szybsza. Dopiero po wielu kilometrach zorientowałam się, że jadę nie tędy którędy chciałam, tylko właśnie tym leśnym wariantem.
Droga była malownicza i wspaniale utrzymana, jakby dopiero co wylano tu asfalt. Gładka jak stół. Stwierdziłam, że niepotrzebnie się obawiałam i nie zawracam. Strach ma wielkie oczy, a droga przecież wspaniała. I tak jechałyśmy zachwycone…. aż tu nagle asfalt się skończył. Do celu zostało 7km, a przede mną szutrowa, szeroka droga, Częściowo dość dobra ale w większości naszpikowana dziurami. W dodatku zrobiło się stromo. Tak blisko cel i taka niemiła niespodzianka. No cóż, mając nadzieję na poprawę mojego losu kierowcy brnęłam w to dalej i tak minęło prawie pół godziny!. Szybciej się nie dało.
Poczułam ogromną ulgę gdy dotarłyśmy do głównej drogi zaraz przezd samą Levocką Doliną i wdzięczność że mój samochód to wytrzymał 🙂 Nie polecam teraz ( rok 2026 ) ale jeśli drogę wyrównają i pokryją asfaltem to bedzie piękny dojazd.


Parking.
Nie było za to żadnych problemów z parkingami. Zatrzymały się na ogromnym, bezpłatnym parkingu u podnóża wyciągu.
Marculina.
Niebieskim szlakiem
Przed nami 8 km spaceru. Jeszcze nigdy z taką łatwością nie przyszło mi pokonać ponad 550m przewyższenia. Szlak prowadzi drogą rowerową, która jest na całej długości szeroka jakby mogły się mijać nie rowery a samochody. Ale trzeba pamiętać, że Góry Lewockie przez lata były poligonem i te drogi to pozostałości wojskowej bytności w tym rejonie. Dzięki temu, że droga była szeroka, las wydawał się być jasny, przyjemny. Tylko od czasu do czasu pojawiały się widoczki. Na szersze panoramy trzeba poczekać na wieżę. Ale czy się nudziło? W żadnym razie. Rowerzyści na pewno bardziej docenią tę trasę, ale i ja lubię las, zwłaszcza że droga nie była wcale męcząca. Co więcej, aż do dotarcia żółtym szlakiem przy pomniku słowackich partyzantów spotkałyśmy tylko dwie osoby :). Co nie znaczy że wieża była bezludna 🙂




Pomnik Słowackich Partyzantów.
Tutaj spotyka się nasz szlak z żółtym i pojawia się więcej ludzi. Nie sprawdziłam ale z wiarygodnych 🙂 źródeł dowiedziałam sie, że żółty szlak jest asfaltowy i ludzie dość wysoko dojeżdżają tu samochodami. Z tego powodu nie zamierzałam nim wracać, chociaż to był pierwszy pomysł na petelkę.
Pomnik jest ogrodzony i zadbany a obok jest wiata i miejsce na ognisko. Stad już jest niedaleko na szczyt Jaworiny z wieżą która mnie bardzo zaskoczyła 🙂


Marculina.

Przy wiacie skręcamy w kolejna szeroką drogę w lewo i kawałek później mocniej za znakami pod górkę na wieżę.
Wreszcie!!!! Po 3 godzinach spaceru jesteśmy na miejscu.
Utulnia.
Wieża zachwyca mnie od pierwszego wejrzenia. Nie dość, że jej konstrukcja jest niespotykana to jeszcze najniższy poziom jest zajęty przez utulnię!!! Pomieszczenie jest zamknięte, na drzwiach kartka z numerem telefonu pod który należy zadzwonić czy wysłać sms-a i poprosić o kod dostępu. Całość jest przeszklona, więc widać przestronne, jasne wnętrze z łóżkami i aneksem kuchennym. Och jak miło byłoby tu zasnąć i obudzić się wraz ze słońcem.


Wieża.


Konstrukcja jest niespotykana. Przynajmniej ja widzę taką pierwszy raz. Wieża wygląda zwyczajnie, jest drewniana, ma kilka pięter. Każde piętro to platforma, natomiast schody poprowadzone są w środku. Są metalowe, ażurowe i wiją się zabiegowo na całej wysokości. Osoby z lękiem wysokości rezygnowały z wejścia, gdyż przestrzeń pod nogami powodowała zbyt duże lęki.
Ja czułam się bezpiecznie i oczywiście weszłam na samą górę. Dla mnie tylko miejsca widokowe z wejściem jak po pionowej drabinie są problemem, a taka jak na Marculinie wydaje mi się być solidną konstrukcją. Ale wolałam wspomnieć o tym, bo po drodze spotkałam ludzi schodzących z pierwszej platformy ze strachem w oczach.
Widoki są wspaniałe. Wprawdzie w dniu, w którym byłam świat był lekko przymglony ale i tak pozwoliło to docenić panoramy naokoło. Pięknie widać Tatry i nasze Beskidy z Pieninami, możemy się przyjrzeć krajobrazowi Gór Lewockich i zauważyć jak gęstą sieć dróg/ścieżek oferuje. Oglądamy stąd także sąsiednie pasma słowackich gór jak Góry Wołowskie, Słowacki Raj czy Tatry Niżne. Po prostu cud, miód, malina 🙂





Widokowa ławeczka, której nie możesz ominąć 🙂
W pierwszej chwili nie zauważyłam ławeczki z widokiem, której zdjęcia widziałam na jakimś słowackim profilu. Stała taka jedna pod wieżą, ale nie przypominała tamtej instagramowej. Szlakowskaz kierował na ławeczkę, gdzieś miedzy krzakami i rzeczywiście po chwili ją zauważyłam. Jeśli boisz się wejść na wieżę to ten widok wynagrodzi Ci wszystko.
Siedząc na niej masz przed sobą wspaniałą przestrzeń. Lubią tu przychodzić zakochani, bo do serca przypięte jest wiele kłódek na znak wiecznej miłości. Droga na Marculinę i do tego miejsca, mimo że nie rozpieszcza panoramami warta jest przebycia dla widoków jakie mamy teraz.

Powrót.
Jako samozwańcza mistrzyni pętelek postanowiłam nie wracać tak jak przyszłyśmy. Żółty szlak którym mogłam wrócić z przełęczy podobno jest asfaltowy i oblegany przez rowerzystów a nawet auta. Ale znalazłam na mapie drogę polno-leśną, idealną dla nas, bo wracającą prosto do Levockiej Doliny. Ależ była piękna, szeroka, wygodna. Po drodze polany ze śpiewającymi świerszczami, utulniami i widokiem na lasy wokół. Taką włóczęgę to ja rozumiem.


Oczywiście zostawię mapkę z dokładnym przebiegiem trasy, ale nawet sami ją znajdziecie przybliżając mapkę, bo droga jest wyraźnie zaznaczona..
Pamiętacie, że nawigacja będzie chciała was wywieźć w las, dlatego od razu kierujcie się na Levoczę 🙂
Odrobina statystyki
| Dystans | 19/20 km |
| Czas przejścia | 6h plus przynajmniej godzina na wieżę i ławeczkę |
| Trudność | Spacerowa trasa |
| Suma przewyższeń | 580 ↑↓ |
Mapka

Jeśli podobają Ci się treści jakie tworzę będzie mi bardzo miło, gdy docenisz moją pracę na blogu symboliczną kawą.
Moja wdzięczność jest ogromna za KAŻDE wsparcie.
Pomoże mi to opłacić serwer, domenę i ubezpieczenie górskie. Z góry bardzo dziękuję 🙂
Jeśli to ma dla Ciebie znaczenie wszystko na blogu tworzę analogowo, nie korzystam ze sztucznej inteligencji, treści są wytworem mojej kreatywności, a wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa.



