Kasprowy Wierch jest tak znanym szczytem, że wydawałoby się, iż nie potrzeba o nim pisać. Dla wielu to nudny cel. Co innego Rysy albo chociaż Giewont. Poza tym na szczycie zwykle jest tłumnie, bo można na niego wyjechać wygodnie kolejką.
Moim zdaniem jednak, wycieczka jaką tu proponuję jest bardzo ciekawa i weźcie ją pod uwagę. Zapewnia przepiękne widoki, a nawet dreszczyk emocji. Ale po kolei.

Gdzie zacząć i gdzie zaparkować?
Ja zwykle parkuję na parkingach przy skoczni na ul. Bronisława Czecha. Są tu miejskie parkometry ( sobota, niedziela parkujemy bezpłatnie !) Ale też prywatne parkingi. Ceny od 20 do 38 zł za dzień. Parkingi bliżej Kuźnic na ulicach Karłowicza i Przewodników Tatrzańskich to zwykle koszt 50zł.
Można też zaparkować przy dworcu PKP na parkingu park & drive za cenę całodziennego biletu autobusowego czyli ok 12 zł ( rok 2025) i podjechać do Kuźnic autobusem. Busy i autobusy kursują między rejonami dworca a Kuźnicami bardzo często.

Kuźnice.
Jeśli dawno nie byliście w Kuźnicach, to się zdziwicie jak się zrobiło tu ładnie i światowo 🙂 Warto tu zatrzymać się chwilę schodząc ze szlaku, żeby obejrzeć wystawę zdjęć. A jeśli schodzicie na parking na piechotę zwróćcie uwagę na piękny park i budynki dworskie.
W Kużnicach rozpoczyna się kilka szlaków. My idziemy prościutko, zostawiając wejście na szlaki na Halę Gąsienicową z lewej i kolejkę do Kolejki z prawej strony. Potem nastąpi kolejne rozgałęzienie: brukowanym szlakiem idą ci co na Halę Kondratową i dalej, a prosto zielonym szlakiem wędrujemy na Kasprowy Wierch przez Myślenickie Turnie.


Szlak na Kasprowy Wierch.
Szlak nie jest skomplikowany ani trudny. Do stacji przesiadkowej Myślenickie Turnie prowadzi przez las. Idzie się szeroką drogą łatwo i przyjemnie, chociaż cały czas nabieramy wysokości. Niestety nie ma możliwości dosiąść się do kolejki na Myślenickich Turniach, nawet gdyby były miejsca. Tutaj tylko turyści przesiadają się do wagoników jadących bezpośrednio na szczyt Kasprowego Wierchu. Jest tu niewielka polanka z ławkami do siedzenia i widokiem na Giewont
Szlak jeszcze chwilę prowadzi przez las, ale staje się on coraz rzadszy i niższy ustępując miejsca pięknym widokom.
Powiem wam, że do tej konkretnie wycieczki uważałam że szlak ten jest technicznie łatwy, chociaż wymagający kondycji. W 3,5 godziny pokonujemy 6,5 km ale prawie 960m przewyższeń.

Lęk wysokości i pewne spotkanie.
Ja nie mam zbyt dużego lęku wysokości, o taki by zachować zdrowy rozsądek. Nie lubię przepaści, ani adrenaliny łańcuchów wiszących w pionie. Boje się wyciągów krzesełkowych i stromych zejść, ale poza tym radzę sobie na większości szlaków. Osobiście uznałabym szlak na Kasprowy jako bezpieczny pod tym względem. Jakież było moje zdziwienie, kiedy powyżej Myślenickich Turni spotkałam mężczyznę, który był cały czerwony, zlany potem i wystraszony wysokością i przestrzenią. Ledwo szedł ścieżką, która na oko miała ponad metr szerokości ( dwoje osób mijało się swobodnie). Z jednej strony był stok w górę ( nie skalna ściana, zwyczajny górski stok) a z drugiej można było podziwiać piękne panoramy Tatr Zachodnich z Giewontem a w dali Babią Górę. Czyli stok dość ostro aczkolwiek nie przepaściście prowadził w dół. Zwyczajna górska ścieżka. A ten biedak nachylał się ku ziemi tak mocno, żeby chwycić rękami korzenie i kamienie. Tak się bał.

Piszę to po to, bo czasem wydaje nam się jakiś szlak łatwy i bezpieczny a kogoś innego może zupełnie sparaliżować.
Powiecie, po co się tam pchał. Ten mężczyzna szedł z żoną, którą kurczowo trzymał za rękę i mimo wszystko cieszył się bardzo, że lęk nie paraliżuje go na tyle, żeby zawrócić. Raz do roku wychodzi w Tatry by przełamywać się i powiedział mi, że jest coraz lepiej. Zdaje sobie sprawę, że nigdy nie pójdzie w Tatry Wysokie ale tak kocha góry, że chce mimo lęku wysokości tu być 🙂 Jego uśmiech, wsparcie żony niesamowicie mnie wzruszyły. To prawdziwa miłość, do gór i do człowieka.


Kasprowy Wierch.
Końcówka wejścia na szczyt jest dość męcząca, ale perspektywa, że już widać cel uskrzydla.
Tutaj zawsze spotkacie tłumy ludzi. Nie tylko dlatego, że w tym miejscu przecinają się najbardziej popularne szlaki, ale przede wszystkim z powodu osób wylewających się z wagoników kolejki. Dzięki kolejce przyjeżdżają tu turyści niewprawieni w górskich wędrówkach, niemający odpowiedniego obuwia i odzieży. I to nic złego jeśli nie wybierają się dalej na szlaki. Można tu posiedzieć, nacieszyć się widokami i wrócić na dół kolejką. Moim zdaniem to dużo lepsza perspektywa zobaczenia Tatr niż jazda fasiągami nad Morskie Oko.


Akurat tego dnia na samym szczycie w ramach programu Akcja-edukacja stał przewodnik tatrzański, który objaśniał panoramę widoczną z tego miejsca. W ogóle w wielu miejscach rozstawione były stanowiska Tatrzańskiego Parku Narodowego. Jedni mówili o górach, inni o faunie i florze a jeszcze inni o historii. Bardzo ciekawa inicjatywa.
Dzięki tym ludziom dowiedziałam się, że muszę zmienić plan mojej wycieczki. Pierwotnie chciałam iść na Świnicką Przełęcz a potem zejść na Halę Gąsienicową. Ale przewodnik spotkany na Kasprowym Wierchu odradził mi to, bo niestety w źlebie idącym z przełęczy mimo końca maja nadal zalegał śnieg.

Beskid i Przełęcz Liliowe.
Raptem 500 metrów od kolejki stoi najbardziej na wschód wysunięty szczyt Tatr Zachodnich i w dodatku dwutysięcznik – Beskid 2012 mnpm. Szlak na niego jest niczym autostrada 🙂 szeroki. Niestety nieoznakowany. Szlakowskaz pokazuje na Liliowe, a jest to przełęcz za Beskidem. Zejście na nią jest początkowo dosyć strome, ale idąc uważnie nie powinniśmy mieć problemów. Z Przełęczy Liliowe także prowadzi szlak na Halę Gąsienicową. Tutaj dłużej odpoczywam. Jest cicho i spokojnie, bo większość turystów ogranicza się do szczytu Kasprowego, ewentualnie Beskidu.



Jestem zachwycona wiosennymi kwiatami. Tak delikatne, piękne i trwają wyprostowane mimo zimnych nocy i targającego nimi wiatru. Prawdziwe fajterki. Myślę o moim ogrodzie, w którym kwiaty podlewam, pielę, nawożę a i tak efekty są mierne w porównaniu do włożonej pracy.



Zielony Staw Gąsienicowy.
Na Halę Gasienicową prowadzi szlak w formie kamiennych schodków. Łatwy, widokowy. Możemy z niego podziwiać stawy w dolinie. Wiele z nich jest widoczne tylko z tego szlaku. Czuję się znakomicie. Zamiast kierować się w stronę schroniska Murowaniec, wydłużam mój dzisiejszy szlak i skręcam w Dolinę Zieloną Gąsienicową. Postanawiam zobaczyć z bliska Zielony Staw Gąsienicowy. Dzisiaj nie mam planu na cały dzień tylko sobie dawkuję kolejne wyzwania 🙂 Cały sezon tak chodzę po górach, by móc w międzyczasie trasę skrócić lub rozszerzyć. Dzisiaj z każdym przystankiem rozszerzam 🙂 Wychodząc z domu wydawało mi się że moje wewnętrzne baterie są w połowie naładowane, a one wraz z mijającym czasem ładują się coraz bardziej, a ja nie mam ochoty jeszcze wracać. Chce mi się iść dalej, skoro pogoda dopisuje i godzina młoda 🙂



I jak się domyślasz nad Zielonym Stawem zdecydowałam, że idę na Karb 🙂
Nie, nie, nie przesadzajmy, Kościelec to już za wysokie progi na dzisiaj 🙂 Na Karbie się skończy wymyślanie 🙂
Wiosna nad Zielonym Stawem i kolejnymi przybrała kolor żółtych kaczeńcy. To nie są pojedyncze kępki ale całe pola, łany, tysiące pięknych, grubych pędów. One jak widać uwielbiają podmokłe tereny a tutaj ziemia jest nasączona jak gąbka.


Przełęcz Karb.
Zachwytom nad żółtymi kwiatuszkami nie byłoby końca, ale piękna sylwetka Kościelca zaprasza na przełęcz pod wejściem na szczyt. Nie powiem, że nie miałam ochoty iść na Kościelec. Czuję, że to już byłoby nieodpowiedzialne, jestem już zmęczona. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś moja energia i możliwości będą tak wspaniałe, że wrócę na te najwyższe szczyty, ale nie dziś.
Samo wejście na Karb niebieskim szlakiem od strony Zielonego Stawu jest proste. Są wprawdzie dość wysokie stopnie, kamulce, dzięki czemu szybko nabiera się wysokości, ale nie ma tu żadnych trudności. Często przystaję, wyrównuję oddech, sapię 🙂 ale z każdym krokiem zachwyt nad otoczeniem dodaje skrzydeł. Sama Przełęcz jest dość ciasna, dlatego od razu skręcam w lewo w stronę Małego Kościelca.

To właśnie stąd najbardziej lubię widok Kościelca. Nie ma co się dziwić, że posiedzę tu dłużej. Chociaż o siedzeniu to raczej mowy nie ma 🙂 Robię sobie zdjęcia na tle Kościelca, więc biegam tam i z powrotem 🙂 i obfotografowuję okolicę. Światło ciągle się zmienia i chociaż robię kolejne wydawałoby się takie same zdjęcie, to jest ono zupełnie inne w innych świetle 🙂 Kto robi zdjęcia ten wie 🙂



Czarny Staw Gąsienicowy
Pora schodzić. Postanawiam zejść do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Ten szlak już nie jest tak przyjemny, jak ten którym wchodziłam. Nie dość że jest stromy, to bywają bardzo nieprzyjemne odcinki: piarżyska po których stopy zsuwają się, albo wręcz przeciwnie błotniste odcinki. Ten szlak ewidentnie wymaga naprawy. W przeszłości wielokrotnie spotkałam tu osoby z lękiem wysokości w totalnej panice, więc jeśli masz kłopot z ekspozycją- nie idź tędy. Zdecydowanie łatwiej się tędy wchodzi, ale jak już zaczęłam to zejdę 🙂
Chociaż szlak jest trudny, to widoki stąd rekompensują niedogodności. Widok na Czarny Staw Gąsienicowy, Żółtą Turnię i Granaty są wspaniałe. Odpoczynek nad brzegiem Stawu to punkt obowiązkowy.




Powrót przez Boczań do Kuźnic.
Jeśli masz ochotę, to można jeszcze zahaczyć o schronisko Murowaniec, ale już czuję zmęczenie. Mam ochotę wracać do domu. Szlak z nad Czarnego Stawu na Halę Gąsienicową jest prostą ścieżką, bez żadnych trudności. Po pół godzinie jestem na Hali skąd kieruję się już prosto na Przełęcz między Kopami. Ten odcinek szlaku uwielbiam, odwracam się raz po raz żegnając Tatry Wysokie. A wraz ze mną maszeruje lisek 🙂 Zachowuje się jak pies, ogląda się czy idę, przystaje aż go dogonię. W pobliżu Przełęczy między Kopami odchodzi.




Z Przełęczy mamy dwa zejścia. Obydwa zajmują 1 godzinę. Szlak żółty przez Dolinę Jaworzynki jest początkowo stromy, szybko wytraca się wysokość, a potem dnem doliny kieruje się do Kuźnic.
Dzisiaj idę niebieskimi znaczkami przez Boczań. Tutaj wysokość wytraca się równomiernie na całej długości szlaku. Jest też bardziej widokowy, początkowo biegnie przez Skupniów Upłaz z pięknymi widokami na Giewont z jednej strony, Babią na wprost i rozległą Kotliną Nowotarską.
Kto ma tyle sił, to po drodze może jeszcze odwiedzić Nosal 🙂 Odejście szlaku jest 15 minut przed Kuźnicami.

Tym razem przyjechałam z Nowego Targu autobusem, więc w Kuźnicach wsiadam w busik jadący w okolice dworców, a stamtąd do domu.
To był piękny, wiosenny dzień, ale w inną porę roku też będzie czarował.
Podobne trasy na Blogu.
*Hala Gąsienocowa przez Nosal zimą
*Hala Gasienicowa z Brzezin zimą
*Piękna pętelka z Wielkiego Kopieńca na Halę Gąsienicową

Odrobina statystyki
| Dystans | 18,20km |
| Czas przejścia | ok.8h |
| Trudność | Moim zdaniem trasa technicznie dość prosta jak na Tatry, jedynie zejście z Karbu w stronę Czarnego Stawu Gąsienicowego może sprawiać problem. Dzieci bym na Karb nie brała. |
| Suma przewyższeń | 1290m ↑↓ |

Jeśli podobają Ci się treści jakie tworzę będzie mi bardzo miło, gdy wesprzesz moją pracę na blogu symboliczną kawą.
Bo nawet ocean składa się z kropel i każda kropla jest ważna, dlatego
moja wdzięczność jest ogromna za KAŻDE wsparcie.
Pomoże mi to opłacić serwer, domenę i ubezpieczenie górskie. Z góry bardzo dziękuję 🙂




