Tego dnia nawet nie spodziewałam się widoków. Przehyba wydawała się być idealnym celem na leśny, zimowy spacer. Prognozy pogody były kapryśne, niespójne. Wybrałam szlak, o którym wiedziałam, że większość trasy będzie prowadził lasem. Chociaż tak na prawdę nie pamiętałam już jak wygląda teraz, bo nie byłam tu od kilku lat.
Wyjeżdżając z domu widziałam świat pastelowy, przymglony. Lekki mrozik obiecywał, że nie utonę w błocie a słońce, jak to słońce zawsze przynosi radość. Jakież było moje zdziwienie, gdy po 10 km świat diametralnie się zmienił. Wyjechałam z nowotarskich mgiełek w bajkowy, wyraźny świat, w którym Tatry wydawały się być na wyciagnięcie ręki, a widok tak przejrzysty, że można było zobaczyć najmniejsze szczegóły krajobrazu.



Chociaż moim celem była Szczawnica, nie mogłam sobie odpuścić wyjazdu na Wielkie Pole nad Czorsztynem. A potem na punkt widokowy nad Sromowcami Wyżnymi. Dzień okazał się być piękny, chociaż halny z godziny na godzinę powoli, acz skutecznie zabierał Tatry pod swoje skrzydła.

Przehyba czy Prehyba?
Obie nazwy są poprawne a nawet Przechyba. Sama nazwa została nadana przez Rusinów zamieszkujących teren Rusi Szlachtowskiej od XV w aż do 1945r kiedy mieszkańcy czterech wiosek : Czarnej i Białej Wody, Szlachtowej i Jaworek zostali wysiedleni a ich domy spalono.
Prehyba to zruszczona nazwa słowacka oznaczająca przełęcz. Najpierw nazwa dotyczyła tylko hali na której stoi teraz schronisko, a potem tą samą nazwą zaczęto określać pobliski szczyt.
Skąd wychodzę, gdzie parkuję ?
Zaplanowałam wyjście na Przechybę niebieskim szlakiem, więc przejechałam centrum Szczawnicy i z głównej ulicy Szlachtowskiej skręciłam w lewo przez most w Sopotnicką. Ta z kolei przechodzi w ulicę Kunie. W ten sposób dojeżdżam do Wodospadu Zaskalnik. Za wodospadem jest plac zabaw a za nim parking. Mam wrażenie, że jedna część należy do właścicieli Zajazdu Czarda, tam są oznakowane miejsca: tylko dla klientów. Ale część bliżej terenu rekreacyjnego nie ma żadnych oznakowań. Tutaj zaparkowałam. Zdarzało mi się także parkować troszkę dalej, przy szlaku, naprzeciwko gajówki, ale dziś chciałam zacząć wycieczkę od zejścia do wodospadu.
Wodospad Zaskalnik.
To bardzo piękny wodospad, wysokości ok.5 metrów na Potoku Sopotnickim. Teraz jedyną możliwością zejścia do niego jest zabezpieczona linami ścieżka zaraz za terenem rekreacyjnym.
Dawniej schodziło się po drugiej stronie potoku. Przejście to przebiegało po prywatnej posesji, dlatego teraz zarówno dawny parking, jak i mostek są wyłączone z publicznego użytkowania. Zdjęcia już nie są tak spektakularne, ale musimy uszanować własność prywatną.
Zejście jest niezbyt długie, ale bardzo strome. Dobrze, że ktoś pomyślał o linach. Nawet w upalne lato w pobliżu wody jest cień i chłód. Warto tutaj zaglądać, wodospad jest na prawdę piękny.

Przehyba niebieskim szlakiem.
Trasa jest bardzo dobrze oznakowana. Idąc od wodospadu mijam Zajazd Czarda, następnie odejście czarnego szlaku na Bereśnik. Droga przechodzi przez mostek i przed sobą mam gajówkę Sewerynówka. Zostawiam asfaltową drogę i skręcam w prawo zgodnie z oznakowaniem. To tutaj czasami parkuję.
Przehyba na rowerze?
Zauważam sporo oznakowań rowerowych. Właściwie to cała sieć dróg. Ta najważniejsza- pętelka wzdłuż Sopotnickiego potoku zaczyna się przy kapliczce Sewerynówka, czyli kilkadziesiąt metrów dalej niż ja skręciłam na niebieski szlak. Miejscami szlak rowerowy i pieszy pokrywają się. Moim subiektywnym zdaniem trzeba być mocarzem, żeby jeździć po górach bez wspomagania elektrycznego. Podziwiam kondycję rowerzystów, bo ja nie mam takich mocy 🙂
Czy na szlaku są widoki?
Po widokach znad Jeziora Czorsztyńskiego byłam już lekko zaspokojona jeśli chodzi o wrażenia wizualne. Patrząc na mapę przed wyjazdem nie spodziewałam się żadnych polan i odsłoniętych miejsc. Dopiero hala na Przehybie obiecywała coś więcej. Jakże się myliłam !


Szlak nie dość, że bardzo wygodny -bo początkowo prowadził drogą leśną, a potem leśnymi, szerokimi ścieżkami, to raz po raz między drzewami odsłaniały się bajkowe widoki na Tatry. Halny coraz bardziej się rozpychał i zasłaniał Tatry, ale te najbliższe mi czyli Bielskie były nadal wyraźne i przepięknie górowały nad ścieżkami.


Buzia śmiała mi się nieustannie. Ostatnie miesiące były dla mnie bardzo trudne i wygląda na to, że problemy nie odpuszczają, ale góry dają mi tyle szczęścia, że zapominam o tym co mnie złego spotyka. Bawię się kamerą, robię filmiki, zdjęcia, śpiewam do siebie. W pobliżu Czeremchy mój zachwyt sięga zenitu. Niebieskie niebo, Tatry miedzy drzewami, których korony targa wiatr. A ja bezpieczna, spokojna w zachwycie idę dalej.


Między Czeremchą a Przechybą jest odsłoniety odcinek szlaku. Teraz widać wyraźnie że halny szalej nie tylko w Tatrach. Ponad słowackimi pasmami kłębi sie wał chmur. Jakie tu są widoki!
Jestem tylko ja. Dopiero przy schronisku spotykam ludzi. Na prawdę nie spodziewałam się tak pięknego szlaku. Nawet etapy zupełnie zalesione były wspaniałe. Zadbany, jasny las, dobre oznakowania, szerokie ścieżki. Szło się bardzo dobrze, mimo dość stromych fragmentów.


Schronisko PTTK na Przehybie.
Najpierw widać ogromną wieżę przekaźnikową. To punkt charakterystyczny w krajobrazie, po którym rozpoznajemy Przehybę. Dochodzę do szerokiej drogi, która wydaje się być wręcz odśnieżona 🙂 To tędy przychodzi najwięcej osób. Wreszcie są ludzie 🙂 Niektórzy z wielkimi plecakami- może idą Głównym Szlakiem Beskidzkim, który prowadzi grzbietem pasma Radziejowej. Ale są też grupki młodzieży, którzy słuchają po drodze głośno hip hopu a ich ubrania a zwłaszcza buty nadają się bardziej na salę gimnastyczną niż w zaśnieżone góry. Z drugiej strony lepiej, że idą przewietrzyć głowę w lesie niż żeby mieli siedzieć w mieście. Mimo, że bardzo ślizgały im się buty, to wyglądali na bardzo zadowolonych 🙂


Okolice schroniska to wspaniałe miejsce na wypoczynek. Są tu dwie ławki XXL, na dwóch skrajach hali. Na jedną nawet nie próbowałam się wspiąć, tak wysoko było siedzisko, chociaż młodzi chłopcy dali radę i wesoło pozowali do zdjęć. Zaraz za nią znajduje się oznaczony z drogi punkt widokowy w stronę Nowego Sącza i pobliskich miasteczek i wiosek.


Za to druga była dla mnie w sam raz 🙂 Z jednej strony było łatwe dojście. Poczułam jak moje wewnetrzne dziecko cieszy się z tej atrakcji. Niedaleko jest też stół i krzesła wyrzeźbione z pniaków, oraz miejsce na ognisko.
Obok schroniska zbudowano przepiękny, zadaszony, ze szklanymi barierkami podest. Dawniej też było tutaj miejsce widokowe, ale mam wrażenie, że wtedy widoki były bardziej ograniczone. Teraz panorama widziana stąd jest imponująca. Myślę, że to jedno z najpiękniejszych miejsc widokowych w Beskidzie Sądeckim.


Tym razem nie wchodziłam do schroniska, bo okazało sie że czas mi się niespodziewanie skurczył, a umówiłam się na 16-tą z córką w Tylmanowej. Czas się pospieszyć. Następnym razem na pewno skorzystam z kuchni schroniska. A dla tych którzy chcieliby tu zanocować, mam dobrą wiadomość od osoby, która tu spała: jest tu luksusowo i pięknie ! Warto skorzystać w długiej wędrówce.

Powrót czerwonym szlakiem.
Gdy planowałam dzisiejszą wycieczkę od razu pomyślałam o powrocie czerwonym szlakiem przez Przysłop. Główny Szlak Beskidzki musi być przetarty zimą, to jednak główny szlak… Trochę się zdziwiłam, gdy przy szlakowskazie na rozstaju zobaczyłam wielką hałdę śniegu. Wszyscy poszli zielonym, widocznie przyjechali od strony Gołkowic, albo Jazowska…. nie znam tych opcji, więc tylko zgaduję. Na szczęście za tą górą śniegu okazało się, że kilka śladów tam też jest. Niezbyt świeżych, jakby od kilku dni nikt tamtędy nie szedł, ale przynajmniej trasa jest na tyle ubita że nie zapadam się.
Teraz sie trochę spieszę, a i Tatry nie są już aż tak fotogeniczne ( przynajmniej mój aparat nie radzi sobie ze zbyt jasnym światłem) Chmury zabrały większość szczytów w swoje władanie, a niebo zrobiło się perłowo szare.



Szlak prowadzi głównie lasem, który nie jest tak piękny jak przy niebieskim szlaku. Sporo tu wiatrołomów, uschniętych kikutów. Przechodzę przez Skałkę, którą można strawersować, potem kolejny bezimieny szczyt, a za nim zaczyna się dla mnie gehenna. Szlak jest stromy, kamienisty. Dobrze że jest lód, w który wbijam sie raczkami i krok za krokiem schodzę. Mija mnie jeden człowiek. Wyglada na bardzo zmęczonego ale i plecak ma ogromny. Mimo to uśmiecha sie radośnie i wita ze mną. Lubię takie spotkania 🙂


Skrót, czy warto było?
Po godzinie dochodzę do przełęczy z polaną i amboną. W ogóle cały czas słychać strzały, a mnie ogarnia ogromna irytacja i wściekłość. No cóż, nie mam wytłumaczenia dla morderców zwierząt w dzisiejszych czasach. Szlak prowadzi teraz na szczyt Rokity a ja zauważam skrót drogą do szlaku rowerowego, którym dojdę do Sewerynówki i dalej na parking.
Początkowo schodzi łagodnie w dół by po chwili zmienić kąt nachylenia do okolic 45 stopni! Nie jest łatwo. Zastanawiam się kto tędy jeździ? Podejrzewam że tylko konie dają radę przy takiej stromiźnie. Rzeczywiście ta droga znacznie skraca trasę. Po około 20 minutach jestem na drodze, która łagodnie opada w stronę Sewerynówki.
Myślę, że kolejnym razem wolałabym iść przez Przysłop, mimo strachu przed biegającymi tam psami z okolicznych gospodarstw. Ta osada wydaje się być odcięta od świata, bez drogi, a jednak mieszkają tam ludzie, dzieci chodzą do szkoły, dorośli do pracy. Podziwiam ich. Rozmawiałam tu kiedyś z jedną staruszką. zapytałam ją jak tu się żyje. Odpowiedziała, że ciężko, a jednak nie zamieniłaby swojego domu na inny.
Powrót na parking.
Droga rowerowa, którą idę dochodzi do dziwnej osady. Trochę strasznej, z jednym pięknym domem i kilkoma ruderami. To tutaj miedzy domami schodzi droga leśna z Przysłopa. Przede mną trzy kilometry asfaltową, teraz pokrytą lodem jezdni. To dlatego było tak stromo. Przewyższenie jakie pokonywałam rano było rozłożone na całość 6,5 km trasy. Tutaj tą wysokość trzeba było wytracić na dystansie 4 km.


Przehyba- plany na przyszłość.
Niebieski szlak mnie zachwycił, czerwony bardzo zmęczył, ale jest bardzo zadowolona z dzisiejszej wycieczki.
Czy bym ją powtórzyła?
Mam kilka planów na Przehybę bo hala i widoki z niej mnie zachwyciły.
*Kolejnym razem mogłabym zejść zielonym ( nie znam więc nie mam pewności czy to dobry wybór) który w pewnym miejscu ma drogę łącząca z niebieskim czyniąc zgrabną pętelkę
*Szłam kiedyś Połoninami Szlachtowskimi z Przehyby i to był piękny szlak do powtórzenia.
*A może by tak zdobyć Przehybę z Roztoki Ryterskiej przez Halę Konieczną- wprawdzie pozaszlakowo, ale zbadałam widok satelitarny i ścieżki są widoczne. Podobno też Perć Sosnowskiego warta jest poznania.
Zapowiada się kilka wycieczek w te rejony 🙂 To tylko trzy pomysły, każdy inny a możliwości jest więcej.

Odrobina statystyki
| Dystans | 15km |
| Czas przejścia | 5,5h |
| Trudność | Szlak niebieski łatwy, zejście czerwonym strome, uciążliwe |
| Suma przewyższeń | 610m↑↓ |

Jeśli podobają Ci się treści jakie tworzę będzie mi bardzo miło, gdy wesprzesz moją pracę na blogu symboliczną kawą.
Bo nawet ocean składa się z kropel i każda kropla jest ważna, dlatego
moja wdzięczność jest ogromna za KAŻDE wsparcie.
Pomoże mi to opłacić serwer, domenę i ubezpieczenie górskie. Z góry bardzo dziękuję 🙂
Jeśli to ma dla Ciebie znaczenie wszystkie treści tworzę analogowo, nie korzystam ze sztucznej inteligencji, treści są wytworem mojej kreatywności, a wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa.
A na koniec jeszcze wspaniały widok na Jezioro Czorsztyńskie, Tatry i zamek w Czorsztynie





Przepiękne zdjęcia widoków, zwłaszcza te z poranka na punktach widokowych – niesamowite! Tatry na wyciągnięcie ręki, ogromne 🙂 Te szlaki rowerowe od strony Szczawnicy to nowopowstałe pętle, sama je mam na oku, a ogólnie są ponoć drogami stokowymi, więc pewnie i do spaceru nadają się wygodnie.
Dziękuję za tak miły komentarz 🙂 Tak, drogami rowerowymi schodzi się dużo wygodnej, bo one rzadko są bardzo strome. I dla mnie jest to ogromna zaleta.