Tym razem dość nietypowa dla mnie trasa, bo nie robię pętelki. Zaczynam w Groniku, do którego akurat dziś przywiozła mnie córka. Potem Doliną Małej Łąki na Kondracką Przełęcz, następnie Kopa Kondracka, Przełęcz pod Kopą Kondracką, zejście do Hali Kondratowej, Kalatówki i Kuźnice. Trasa dosyć prosta, aczkolwiek bardzo atrakcyjna, widokowa, z możliwością rozszerzenia.

Gdybym nie miała podwózki, to pewnie przyjechałabym do Zakopanego autobusem, albo jeśli autem, to auto zostawiłabym na parkingu w rejonie dworca Park&Ride, a potem busikiem na początek szlaku. W Zakopanem sieć busów jest bardzo dobrze zaplanowana, a i miejskie autobusy często jeżdżą. Wtedy bilet pobrany na parkingu P&R uprawnia nas do całodziennego korzystania z komunikacji miejskiej, co czyni ten parking najtańszą opcją.
Rozkłady jazdy autobusów miejskich – tutaj jest możliwość pobrania rozkładów jazdy. Zwróć uwagę na aktualizacje sezonowe.
Dolina Małej Łąki.
No to po słowie wstępu ruszamy. Ruszam od głównej ulicy, mijam parking TPN (płatność w automacie, jesli ktoś chciałby skorzystać ) i wchodzę na szlak. Do Doliny Małej Łąki czeka mnie godzinny spacer lasem. Droga jest szeroka, w większości szutrowa, którą nabieramy równomiernie wysokości. Dla rodziców dzieci- niestety wózkiem nie dojedziecie do Małołąckiej Doliny. Szczególnie lubię tę trasę jesienią i zimą. Spotykam tu sporo dzieci, bo nawet im trasa nie sprawia zbyt dużo trudności a sama Mała Łąka może być satysfakcjonującym celem wycieczki.
Po drodze mijam odejście szlaku na Przysłop Miętusi, ale jeśli masz ochotę tam pójść to będzie kolejne z samej Doliny Małej Łąki. Z resztą o trasie na Przysłop Miętusi i innych dziecinnie łatwych wycieczkach napisałam ebooka o którym przeczytasz na blogu. Jest tam także link do zakupu dla zainteresowanych.
Dolina Małej Łąki już na wstępie zachwyca. Ogromne drzewo kończy naszą leśną przechadzkę a przed nami otwiera się ogromna przestrzeń okolona ścianami skał. Jest tu sporo ławeczek a rozłożyste łąki zachęcają do piknikowania, ale pamiętajmy by jednak nie schodzić ze szlaku i ograniczyć się do przestrzeni do tego przeznaczonej.


Gdzie z Doliny Małej Łąki?
*Ja idę na Przełęcz Kondracką czyli ruszam prosto. Stamtąd można zejść na Halę Kondratową, wdrapać się na Giewont albo ruszyć na Kopę Kondracką.
*Kolejna opcja to Przełęcz w Grzybowcu i stamtąd najpiękniejszym szlakiem wprost do podnóża Giewontu. A potem na przykład powrót przez Kondracką Przełęcz do Doliny Małej Łąki.
Z grzybowieckiej przełęczy możemy także pójść na Polanę Strążyską a następnie nad uroczą Siklawicę.
*Ostatnia opcja to wspomniany już Przysłop Miętusi, przez który możemy dojść do Doliny Kościeliskiej. Przepiękny szlak, w sam raz dla początkujących tatromaniaków 🙂
Na Kondracką Przełęcz.
Dnem Małołąckiej Doliny
Dolina Małej Łąki, chociaż wydaje się być tak rozległa, nie należy do największych w Tatrach. Niemniej jednak przed nami ponad 800 m spaceru jej dnem. Na pewno jest to gratka dla geologów, którzy mogą godzinami mówić o jej przeszłości lodowcowej, pozostałościach i zaskakujących ciekawostkach, jak ta że było tu kiedyś jeziorko. I to nie byle jakie, bo jego głębokość sięgała 65m! Dla porównania głębokość Morskiego Oka to 51m. Zostało ono zasypane przez osady stożków napływowych.

Dolina kiedyś tętniła życiem pasterskim. Teraz nie ma tu wypasu owiec a drzewa powoli ją zawłaszczają. Na pewno potrwa to setki lat zanim cała dolina stanie się lasem. A może do tego nie dojdzie? Kto wie jakie niespodzianki szykuje dla nas Matka Ziemia i władze parku 😉
Gdy popatrzymy w lewo odnajdziemy górę z krzyżem. To Giewont tak inny z tej perspektywy. Od teraz będziemy go często widzieć. Towarzyszyć nam będzie także Wielka Turnia z prawej a za nią Małołączniak.



Zaczynamy nabierać wysokości.
Na szczęście nie jest tak, że koniec łąki oznacza ścianę skał. Powoli zaczynamy nabierać wysokości. Wchodzimy w las, a spomiędzy drzew co jakiś czas zachwycają widoki na pobliskie szczyty.
Im wyżej tym wysokich drzew mniej, wkraczamy w piętro kosówek.


Są tu także miejsca, gdzie można odpocząć dłużej. Trasa nie sprawia trudności, chociaż prawdę mówiąc przydałaby się lekka naprawa szlaku, bo bywają odcinki piarżyskie, które dla mnie, gdybym tędy schodziła byłyby problemem. Na szczęście wyjdę wszędzie 🙂 . Jak nie podpierając się kijkami, to na czworaka, ale wyjdę 🙂 Po prostu trzeba uważać, ale nikt nie mówił że będzie cały czas lekko 🙂 . Teraz z perspektywy czasu tylko zdjęcia mi o tym przypominają, bo piękno Tatr rekompensuje niedogodności.
Kiedy wchodzimy w piętro kosówki szlak jest już węższy, ale i tak wymijamy się z innymi turystami swobodnie. Teraz Giewont pokazuje się najpiękniej. Chociaż jestem tu w środku wrześniowego tygodnia to i tak do szczytu wije się kolejka chętnych. Byłam na Giewoncie 5 razy i udało mi się tu być zawsze w kameralnej odsłonie. Czy to się jeszcze uda? Tatry są teraz oblegane cały rok, ale może któregoś jesiennego poranka przytrafi się samotny szczyt dla mnie 🙂



Kondracka Przełęcz.
Z Doliny Małej Łąki na Przełęcz Kondracką idziemy ok 1,5 godziny. Mija to tak szybko, a widoki jakie tu zastałam są tak cudowne, że już nie czuję zmęczenia.
Na Przełęczy zawsze jest sporo osób, bo tu przecinają się szlaki z Hali Kondratowej, z Doliny Małej Łąki, wiele osób wyjeżdża kolejką na Kasprowy Wierch i tu przychodzi przez Suche Czuby, no i jeszcze z Kopy Kondrackiej i reszty Czerwonych Wierchów. Taki węzeł szlakowy 🙂




Dzisiaj jest bardzo wietrzny dzień, wprawdzie do podmuchów halnego sporo brakuje, ale i tak wicher mierzwi włosy i zagłusza rozmowy. Znajduję jednak zaciszne miejsce by się posilić i wypić herbatę. Przychodzą we wspomnieniach te razy kiedy tu byłam. Przyprowadziłam tu kilka osób, zobaczyłam pierwsze widmo Brockenu, torowałam szlak brodząc w śniegu powyżej kolan. Niektóre wspomnienia do dziś budzą grozę, gdy pomyliłam szlaki i zamiast wyjść tu na Przełęcz Kondracką to bardzo stromym stokiem doszłam pod Giewont…. Ale się bałam! A to wszystko przez to, że zamiast pilnować szlaku, ruszyłam po czyichś śladach. Czułam się jak w pułapce. Bałam się, że gdy zawrócę, śnieg się osunie w lawinę a ja z nim. A stok zdawał się nie kończyć. Krok za krokiem pięłam się w górę, nawet nie wiesz jakie szczęście poczułam, gdy wreszcie znalazłam się na wydeptanej ścieżce.
Albo gdy przyszłam tu także zimą zupełnie bez doświadczenia, w kurtce miejskiej, dżinsach, bez raków. To cud, że ja żyję!!! Nie powtarzaj moich błędów, góry dały mi fory ale także bolesną nauczkę. Teraz zimą rzadko mnie spotkasz w Tatrach.



Kopa Kondracka.
Patrząc na Kopę Kondracką z dołu wydaje się być tak niedaleko 🙂 Nie miałam sprecyzowanych planów co do tego gdzie dojdę. Postanowiłam, że w trakcie dnia będę decydować co dalej. Brałam pod uwagę zejście na Halę Kondratową, ale czułam się tak dobrze i pełna sił, że mimo wiatru postanowiłam iść jeszcze wyżej. Nie, nie na Giewont 🙂 Sznureczek chętnych przede mną skutecznie mnie zniechęcił. Idę w przeciwna stronę- na Kopę Kondracką.
To mozolne podejście na otwartej przestrzeni. Krok za krokiem wchodziłam coraz wyżej a widoki zachwycały coraz bardziej, mimo że idzie się przecież cały czas jedną stroną góry. Gdy już wydawało mi się, że dochodzę do szczytu okazywało się, że to nie tu 🙂 Przede mną kolejne wzniesienie. Śmiałam sie do siebie w duchu, bo to samo złudzenie daje także Babia Góra idąc z Krowiarek. Wydaje się, że już „złapaliśmy króliczka” a on hyc jest nadal przed nami 🙂



I powiem ci, że wiatr zupełnie nie pomagał, wiał z różnych stron, ale dopiero na szczycie okazało się, że zupełnie nie miał litości. Tutaj nie można się nigdzie schować, więc dopada mnie z całej swojej mocy. Chociaż jest silny to nie są to nagłe, zdradliwe podmuchy, tylko stały nacisk powietrza, więc staję mocno i go ignoruję. Patrząc na widoki dookoła, nie faworyzując żadnej ze stron świata, wiem, że było warto. Przejrzystość powietrza pozwala na wspaniałe panoramy, wypatruję znajome szczyty w pobliżu, ale także inne pasma na Słowacji.





Zejście na Halę Kondratową.
Przełęcz pod Kopą Kondracką
Kopa Kondracka to był wspaniały wybór na dzisiejszy dzień. Ruch jest spory, ale mi to nie przeszkadza. Wiatr zagłusza rozmowy innych i mogę się zagłębić w sobie ze swoimi myślami i zachwytem. Nie mogę przestać się uśmiechać 🙂 Z resztą po co opanowywać radość! Czuję się tak bardzo szczęśliwa, że mogę doświadczać piękna gór. Powoli schodzę niesiona zachwytem. Na Przełęczy pod Kopą można znaleźć zaciszne miejsce, bo jest tu kilka zagłębień i skał. To ostatnie miejsce z tak rozległymi widokami na mojej trasie. Nie żeby dalej nie było piknie, o nie! Tylko teraz będzie mniej przestrzennie.

Żółtym szlakiem na Halę Kondratową.
Szlak, którym będę schodzić widać już z Przełęczy Kondrackiej, to ten zygzaczek na stoku. To jest przewaga szlaków tatrzańskich nad wieloma beskidzkimi, że gdy jest stromo, to szlak trawersuje zbocze, żeby było łatwiej zejść. I tak tu się dzieje nawet zimą. Chociaż jest stromo to zejście nie nastręcza trudności, chyba że buty są za ciasne i uderzasz raz po raz palcami o czubki, wtedy może być niemiło. Ja kupuję zawsze buty górskie rozmiar większe niż te, które noszę na co dzień. Tę radę sama nie wymyśliłam, też ją gdzieś przeczytałam. Stosuję się i polecam dalej.

Szlak mimo pozorów kłopotliwego nie jest trudny. Schodzę coraz niżej, wiatr cichnie, Giewont jest coraz wyżej a ja spokojnie idę sobie. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się na wypłaszczeniu Doliny Kondratowej. Nie jest tak rozłożysta jak Dolina Małej Łąki, ale bardzo ją przypomina.
Na Hali Kondratowej stoi schronisko, niedawno ponownie oddane do użytku po remoncie. Nie żebym miała porównanie, bo w jego starej wersji w środku nie byłam 🙂 I nie krzyczcie, że jak to tak, po górach chodzi a kultowych schronisk nie zna… no tak niestety jest. Staram się nadrabiać w miarę możliwości te zaniedbania 😉 . Niestety ilość ludzi przy schronisku, kolejka do toalety i baru wiła się niczym wąż, co sprawiło że nawet się tu nie zatrzymałam tylko poszłam dalej. I znowu trzeba będzie wrócić, by poznać to schronisko od środka, a może nawet przenocować ( chociaż rezerwacja z wielomiesiecznym wyprzedzeniem wymaga niezwykłej cierpliwości 🙂 )



Kalatówki.
No cóż idę dalej. Szlak z Hali Kondratowej do Kuźnic jest dziecinnie łatwy. Nie przysparza kłopotów nawet poczatkującym miłośnikom Tatr. Prowadzi przez las i czasami pojawia się szersza przecinka- to nartostrada goryczkowa. W okresie zimowym panuje tu spory ruch narciarzy kończących swoje zjazdy.
Jest pięknie, wiatr w dolinie już zupełnie nie dokucza. Postanawiam jeszcze pozostać chwilkę tutaj. Szlak prowadzi prosto do Kuźnic, ale na Polanie Kalatówki jego odnoga skręca w lewo, wprost pod hotel.


Polana i Hotel Kalatówki.
Chociaż wszędzie piszą, że to niezwykle popularne miejsce, to dziś panuje tu cisza i spokój. Skręcenie w tę stronę okazało się dobrym wyborem. Widoki na Kasprowy i Goryczkowe Czuby są stąd najpiękniejsze. Stoi tu sporo ław i stołów, a także ogromnych głazów na których siedzą strudzeni turyści. Na mnie czeka bujana ławka 🙂 , którą zawłaszczam tylko dla siebie.
Dla chętnych jest czynny bufet, można tu także przenocować. Odbywają się tutaj regularne imprezy jak na przykład Jazz Camping, czy Zawody o Wielkanocne Jajo. Wiosną cała hala obsypana jest krokusami, wtedy oczwiście ludzi jest więcej niż zwykle, ale chyba jednak nie aż tak tłumnie jak w Dolinie Chochołowskiej.

Hotel Kalatówki, krótka historia.
Tak, nie pomyliłam się. Mimo, że w górach i zarządzany przez PTTK to budynek ma status hotelu. Kiedyś na polanie stało schronisko wybudowane na początku XX wieku, na potrzeby narciarzy, ale w czasie wojny spłonęło. W w1938 roku w rekordowym tempie 5 miesięcy zbudowano właśnie ten hotel, z powodu rozgrywanych tutaj narciarskich mistrzostw świata.
W czasie wojny hotel stał się ulubionym miejscem niemieckich oficerów i funkcjonariuszy i funkcjonował pod nazwą „Berghaus Krakau”. Przypominało im o alpejskich klimatach jakie znali ze swojego kraju. Dzięki temu hotel przetrwał wojnę bez większych uszkodzeń.
W końcówce lat 50tych natomiast stał się ulubionym miejscem spotkań polskich jazzmanów i często odbywały się tutaj jazzowe koncerty. Więcej dowiecie się w zakładce historia na stronie hotelu, albo na stronie Historykon.


Zejście do Kuźnic.
Stąd do Kuźnic droga jest niedaleka aczkolwiek usłana kamieniami, dlatego mimo, że jest szeroka, i jeżdżą tu transporty hotelowe to podejrzewam, że dojazd dziecięcym wózkiem czy wózkiem inwalidzkim jest niemożliwy.
Dla chętnych dalszej wędrówki z Kalatówek biegnie uroczy szlak Ścieżką nad Reglami aż do samej Doliny Chochołowskiej z licznymi odejściami. Można także oddać się przeżyciom duchowym w pobliskim Klasztorze Albertynów na Śpiącej Górze, do którego odchodzi szlak żółty, albo w Klasztorze Albertynek przy szlaku niebieskim, którym schodzę do Kuźnic. Zostało mi ostatnie 1,5 km szlaku, ale niech Cię nie zwiedzie bliskość końca, brukowana droga daje popalić 🙂 🙂 🙂
To był wspaniały dzień i cudowny szlak. Bardzo go polecam także dla poczatkujących. Daje mnóstwo satysfakcji, chociaz bywają momenty bardzo męczące.

Odrobina statystyki
| Dystans | 13 km |
| Czas przejścia | 6,5h plus czas na podziwianie świata |
| Trudność | Jak na Tatry dość łatwy ze żmudnymi podejściami |
| Suma przewyższeń | 1086m ↑ prawie 1000m↓ |

Będzie mi bardzo miło, gdy docenisz moją pracę na blogu kawą. Za KAŻDĄ kwotę jestem niezmiernie wdzięczna. W ten sposób opłacę serwer, domenę i ubezpieczenie w górach.
Miej wspaniały dzień!



