Aż cztery szlaki prowadzą na Szczebel. Zauważyłam, że aż trzy z nich należą do Głównego Szlaku Beskidu Wyspowego. Jeśli przyjrzycie się jak on prowadzi, to fantazja, a raczej chaos twórcy tego szlaku nie zna granic. Nie znajdziesz tu logicznej pętli. Wydaje się, że chciano połączyć wszystkie szczyty i wszystkie punkty ważne ze względów geologicznych albo kulturowych w jeden szlak. Dlatego kręcimy się z tym szlakiem w kółko przez 355 km, wchodzimy, schodzimy, wracamy, zawracamy. Dla mnie jako osoby lubiącej porządek i logikę to organizacyjny dramat, ale może też być wyzwaniem 🙂

Przełęcz Glisne.
Tutaj zaczynam swoją krótką wycieczkę. Parkuję na parkingu na łące zaraz przed wejściem na szlak (15 zł -luty 2026). Jadąc od strony Mszany tuż przezd Przełęczą zauważyłam po prawej stronie sporą zatoczkę- tam zaparkujesz za darmo.
Na prawo Szczebel, na lewo Luboń Wielki, którego jeszcze od tej strony nie znam.
Dzięki temu, że zaczynamy na przełęczy jesteśmy już dość wysoko i dalsza droga będzie miłym spacerem, co nie znaczy, że nie będzie pod górkę 🙂
Na Szczebel.

Początkowo szlak prowadzi drogą, która następnie przechodzi w betonowe płyty. Idę ostro pod górę. Mijam domy, wyglądające na letniskowe w starym stylu ( w sensie z czasów mojego dzieciństwa 🙂 ) aczkolwiek zamieszkałe. Na płocie jednego z nich wisi kolekcja kijków. Czy są to zagubione w lesie skarby odnalezione przez właściciela domu? Czy można je pożyczyć i oddać wracając?
Nie zapytałam go o to, chociaż go poznałam zupełnie nieoczekiwanie, ale o tym na końcu.
Szlak nie jest wymagający, ale nawet na takich spacerowych i krótkich trasach warto mieć zimą raczki. Bardzo się przydały.
Gdy kończą się zabudowania wchodzę na leśną ścieżkę, ale nie pozbywam się widoków. Raz z jednej, raz z drugiej strony pojawiają się polany z widokiem na Beskid Wyspowy. Ładnie tu 🙂 Ku mojemu zdziwieniu mija mnie nawet kilka osób 🙂


Punkt widokowy.
Przy drodze zauważam szlakowskaz: punkt widokowy i ławostół. Oczywiście skręcam w tę stronę. Trzeba przejść mały zagajnik, następnie wchodzę na rozległą łąkę, na końcu której zauważam stół i ławy. Jakież tu są piękne widoki! Chociaż jeszcze nie zdążyłam się zmęczyć siadam tu na dłużej. Nigdzie mi się nie spieszy.
Na pierwszym planie ściana Gorców, a zaraz za nimi wystają Tatry. Dzisiaj niestety widoczność jest słaba i Tatry są tylko ledwie zarysowane, ale gdy przejrzystość powietrza będzie lepsza wrócę tu po lepsze zdjęcia 🙂



Mała Góra.
Trzeba się ruszać, bo przecież nie miałam tu siedzieć, tylko iść na Szczebel. Ale jeszcze tu wrócę. Dalej nic ciekawego się nie dzieje. Idę sobie spokojnie, zażywając kąpieli leśnej, jest pod górę ale idzie się miło. W ten sposób dochodzę do Małej Góry, jest tu odpowiednia tabliczka. Widoków nadal brak 🙂 Na nie trzeba poczekać na szczyt Szczebla, a to już niedaleko.
Najpierw lekkie wypłaszczenie a następnie ostatnia wspinaczka tego dnia. Za niecały kilometr będę na miejscu.


Szczebel.
I tak spacerkiem dochodzę na szczyt. Nie jest on wybitny, widoki są na jedną -wschodnią stronę. Niemniej jednak jest on rozległy i przyjemny. Jest tu miejsce na ognisko z ławami, stworzone w ramach akcji Odkryj Beskid Wyspowy. W 2011 r powstała tu platforma z której startują paralotniarze na swój lot w przestworza. Markowie znajdą tu ławeczkę swojego imienia.






Jan Pawła II też tu przychodził, stąd ołtarz. Obok dumnie powiewa flaga Polski, a przy wejściu na szczyt od niedawna stoi pomnik upamiętniający Andrzeja Rataja propagatora górskich aktywności.


Inne szlaki na Szczebel.
Szlak, którym przyszłam jest łagodny i przyjemny, ale jeśli chcesz wrócić tu innymi drogami, to musisz liczyć się z trudnościami.
*Szlak z Kasiny miejscowi nazywają drabiną. Można się solidnie zmęczyć zdobywając szczyt.
*Natomiast opcja z Lubnia czarnymi oznaczeniami nazywana jest najtrudniejszym szlakiem Beskidu Wyspowego. Za to mamy tu jaskinię osuwiskowa w której wg legend ukryty jest skarb. Podobno na szczycie Szczebla niegdyś była kopalnia złota 🙂
*Zielony z Lubnia też ma spore przewyższenie jak na odległość do przebycia.

Powrót na Przełęcz Glisne i miłe spotkanie.
Dla mnie dzisiejszy spacer miał być wytchnieniem, takim resetem głowy w trudnym dla mnie wówczas czasie. I udało się!
Nie tylko dzięki słońcu, wspaniałej pogodzie i miłemu szlakowi, ale także dzięki pewnemu spotkaniu.
Schodząc tą samą trasą postanowiłam wrócić do ławostołu z widokiem na Tatry, o którym pisałam na początku i przycupnąć trochę. Wszak do domu mi się nie spieszyło. Gdy podchodziłam do ławy przybiegł do mnie duży, biały pies. Zaraz za nim brązowy w typie labradora, potem podobny czarny i biszkoptowy. Niedługo otoczyła mnie piątka (!) psów a za nimi przyszedł człowiek. Psy były spokojne, łagodne, nie szczekały na mnie ale i tak ucieszyłam się, że nie stanowią sfory błąkającej się po lesie samopas.
-Chodź, usiądź ze mną na chwilę. Masz czas? Wyglądasz jakbyś miała- zagaił właściciel psów.
I zaczął mi opowiadać jak tu przyjeżdżał całe lata z Krakowa na wakacje, weekendy, a teraz gdy przyszła emerytura, razem z żoną postanowili uciec z miasta. To właśnie na ich płocie wiszą kijki znalezione w lesie. Mając piątkę dużych psów, spacery leśne uskuteczniają codziennie. Znalezione kijki wieszają na płocie, ale jak sam pan Andrzej przyznaje (imię zmyślone 🙂 ) ludzie bez pytania zabierają je nie oddając.
Pogawędziliśmy o pięknie Tatr i pustkach w Beskidzie Wyspowym, który jest jego ulubionym rejonem, potem o olimpiadzie i wpływie telewizji na świadomość, a gdy słońce zaczęło zabarwiać niebo na pomarańczowo zachodząc za las pożegnaliśmy się. Ja zbiegłam na parking a pan Andrzej z psami poszli jeszcze w las, może szukać kolejnych kijków ? 😉


Odrobina statystyki
| Dystans | prawie 6km |
| Czas przejścia | 2,5 h idąc powolutku |
| Trudność | szlak prosty |
| Suma przewyższeń | 331m ↑↓ |

Jeśli podobają Ci się treści jakie tworzę będzie mi bardzo miło, gdy wesprzesz moją pracę na blogu symboliczną kawą.
Bo nawet ocean składa się z kropel i każda kropla jest ważna, dlatego
moja wdzięczność jest ogromna za KAŻDE wsparcie.
Pomoże mi to opłacić serwer, domenę i ubezpieczenie górskie. Z góry bardzo dziękuję 🙂
Jeśli to ma dla Ciebie znaczenie wszystko na blogu tworzę analogowo, nie korzystam ze sztucznej inteligencji, treści są wytworem mojej kreatywności, a wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa.




