To będzie krótki wpis ale z wieloma zdjęciami bo miejsce zasługuje na to by je dobrze poznać. Jaworowy Wierch wpadł mi w oko gdy zachwyciłam się sąsiednią Magurką. Schodząc zaczęłam się przyglądać okolicy i mapie, jak by tu wejść jeszcze raz, ale inaczej. I wymyśliłam super pętelkę właśnie z Jaworowym Wierchem, którą poszła stestować moja córka i zachwyciła się. Jeśli ona powiedziała, że jest tu jedna z najlepszych panoram jaki widziała to musi być prawda 🙂
Zaintrygowałam cię Jaworowym Wierchem na Magurze Orawskiej? To czytaj i oglądaj dalej 🙂

Twardoszyn, gdzie zaparkować?
Na mapce na końcu wpisu znajdziesz miejsce gdzie startowałam. Teraz napiszę tylko, że na mapie zaznaczono tam kilka parkingów, ale w większości są to parkingi przy sąsiednich blokach. Ja ruszyłam z parkingu powyżej sklepu na ul.Hribiky. Jest tu dość duży plac. Nie jest to parking sklepu ani nie przylega do bloków. Nie ma zakazu, więc uznałam że to bardzo dobry wybór. Kolejne parkingi w pobliżu są przy cmentarzu.
Niebieskim szlakiem na Jaworowy Wierch.
Auto zostawiam na parkingu i zauważam niebieskie oznaczenia szlaku. Kieruję się w lewo dość stromą ulicą i na kolejnym skrzyżowaniu znowu w lewo. Nie martw się, bo znaczki prowadzą bardzo wyraźnie, nie ma możliwości zabłądzenia. Nadal idę miedzy domami. Jest tu tak cicho i pięknie, nie dziwie się, że stoi tu tak dużo nowych domów.
Skalka
Cały czas trzymam się drogi. Jest szeroka, utwardzona i zdecydowanie pnie się w górę. Idzie się bardzo wygodnie. Szczyty Tatr coraz śmielej wystają zza wzgórz, a na dole można podziwiać Twardoszyn w całej okazałości.
Z daleka zauważam jakiś budynek. Dopiero gdy podeszłam trochę bliżej okazało się, że to ogromna skała, samotna pośród niczego, z wydrążoną jamą, a w niej ołtarz. Całość obudowana tak, że z daleka ten wygląd mnie zmylił. Tak się zapatrzyłam, że potknęłam się o schodek i wyrżnęłam na kolana przed figurą Marii. Aparat poszybował w górę a ja lądując chroniłam ręce, żeby spadając z impetem nie połamać nadgarstków. Na szczęście nic się nie stało. Ocalałam ja, ubranie, a nawet jak się wydaje -niezniszczalny aparat 🙂

Wspomniany ołtarz jest okratowany, prowadzi do niego kilka schodów, a przed nim ustawiono krzesełka. Gdy kilka godzin później wracałam, sześć starszych kobiet odmawiało tu żarliwie modlitwy.
Według legendy polował tu niegdyś król węgierski. A gdy rozszalała się burza całe towarzystwo się rozpierzchło a król i dwóch giermków schowali się w skalnej jamie. Nagle zaatakował ich niedźwiedź. Giermkowie -bracia uratowali króla, a ten w podzięce ofiarował im okoliczne ziemie. Na tę pamiątkę osada została nazwana Medvedzie. Teraz Medvedzie jest dzielnicą Twardoszyna.


Jaworowy Wierch.
Nie sposób się zgubić. Na wprost widać cel wędrówki. Wydaje się być bardzo blisko, ale to ponad 3 km pod górę. Otoczenie jest tak piękne, że trudno po prostu iść do celu. Trasa najpierw wiedzie wyraźną polną drogą a potem przemienia się w polną ścieżkę. Wystarczy się jej trzymać, bo z uwagi na łąkową trasę ciężko o oznaczenia, chociaż od czasu do czasu pojawia się wbity palik z niebieskim znaczkiem.



Trasa przypomina mi tą na Wysoki Wierch z Tokarni. Wprawdzie jest dłuższa, ale chodzi mi o jej charakter. Idzie się jednym zboczem aż do celu, a wokół wyłaniają się coraz rozleglejsze panoramy. I to nie tylko tatrzańskie z nietypowej zachodniej strony, ale przede wszystkim czarują Góry Choczańskie z Wielkim Choczem i Niżne Tatry. Dzisiaj pogoda jest nieziemska a mgiełki między górskimi grzbietami są wyjątkowo czarodziejskie.



Powinnam iść godzinę ale co poradzę, że te widoki tak mi się podobają, że raz po raz zatrzymuję się by zrobić kolejne zdjęcie. I tak niespiesznie, bo czasu mam dość dochodzę na szczyt. Jest tu tablica z widoczną górską panoramą, oraz duża wiata z miejscem na ognisko i huśtawką. To jedno z najpiękniejszych, tak łatwo dostępnych miejsc jakie znam.





O Jaworowym Wierchu wspominałam we wpisie o pobliskiej Magurce, jako pięknej alternatywie pętelki ze Stefanovej nad Oravą. Trasa została przetestowana i jak już wspomniałam przyjęta z zachwytem przez moja córkę, więc już polecam a i ja na pewno tu jeszcze wrócę
Powrót.
Jako zwolenniczka pętelek zaplanowałam powrót pozaszlakowymi dróżkami przez Uboć ale ponieważ ścieżka w lesie była mocno zalodzona stwierdziłam, że nie będę ryzykować i wróciłam tak jak przyszłam i NIE ŻAŁUJĘ . Zobaczenie tych cudnych widoków w powrotnej drodze było najlepszym wyborem.
Jeżeli szukasz krótkich a pięknych szlaków to weź pod uwagę Jaworowy Wierch, nie pożałujesz.




Odrobina statystyki
| Dystans | 8,5 km |
| Czas przejścia | 3,5h |
| Trudność | Szlak dziecinnie łatwy |
| Suma przewyższeń | 450m ↑↓ |

Jeśli podobają Ci się treści jakie tworzę będzie mi bardzo miło, gdy wesprzesz moją pracę na blogu symboliczną kawą.
Bo nawet ocean składa się z kropel i każda kropla jest ważna, dlatego
moja wdzięczność jest ogromna za KAŻDE wsparcie.
Pomoże mi to opłacić serwer, domenę i ubezpieczenie górskie. Z góry bardzo dziękuję 🙂




