Magurka czyli Magura Orawska to miejsce, gdzie mało kto był ale każdy widział 🙂 To ta góra z wieżą przekaźnikową nad Jeziorem Orawskim. Widoczna jest nie tylko z sąsiedniej Babiej Góry ale także z wielu beskidzkich i tatrzańskich szczytów. Na wieżę, która się na niej wznosi niestety nie wolno wejść- jest ogrodzona. Ale i bez tego widoki są genialne.

Skąd wyszłam, gdzie zaparkowałam?
Już raz szłam na Magurę, ale tak trochę poza trasą, trochę żółtym szlakiem. Tym razem postawiłam na czerwony.
Wypatrzyłam parking przy przystanku autobusowym zaraz za tamą. Po drugiej stronie ulicy szlak miał wejść w las, by potem prowadzić polami wprost na Magurę. I tak było. To znaczy parking był, nawet stał tam spory tir ale i dla mnie wystarczyło miejsca. Parking nie jest duży, to raczej zatoczka na 3-4 auta. W razie czego przed tamą też jest niewielki parking. Oba bezpłatne.
Wejście na szlak.
I tu zaczęły się schodki. Przy przystanku stoi szlakowskaz i wydawało mi się że trzeba wejść w las zaraz za nim. Nawet zastałam tam wydeptana ścieżkę, która jednak kończyła się po kilku krokach…. Zaczęłam się denerwować, szukać innego wejścia na szlak.
Poszłam nawet kawałek szosą bo według mapy tam powinno być także dojście do szlaku…ale nie było. Wróciłam więc na przystanek. Znowu weszłam w las, przecież się nie poddam!. Uznałam że szlak jest nieoznaczony, co często zauważam w przypadku szlaków długodystansowych i poszłam po prostu w górę szarpiąc się z drzewkami i chaszczami. Tragedia.
Ten czerwony szlak, którym zamierzałam iść jest częścią długodystansowego szlaku z Eisenach do Budapesztu i liczy 2690km. Już nie raz zauważyłam, że długodystansowe szlaki nie należące przecież do lokalnych oddziałów turystycznych bywają skąpo oznaczone.
Dopiero schodząc po kilku godzinach z powrotem na parking odkryłam jak prowadzi szlak i że jest jak najbardziej oznakowany! Może nie jest zbyt wygodny, wręcz ten na azymut którym przeciskałam się przez las wydawał się ostatecznie łatwiejszy. Żeby wejść prawidłowo na szlak trzeba znaleźć ścieżkę znajdującą się po lewej (!) stronie przystanku. Początkowo wije się miedzy drzewami, żeby przejść w końcu w przecinkę na której stoją słupy wysokiego napięcia. Właśnie pod nimi biegnie czerwony szlak. Ja nim akurat schodziłam i to nie było miłe doświadczenie, zwłaszcza po tak cudownym dniu. Dlaczego nie było miło? Bo było wilgotno, błotniście i chociaż ścieżka była zauważalna to jednak mocno zarośnięta. Najwyraźniej nie stanowi popularnej trasy turystycznej 😉

Jeśli początek Cię nie zraził to zapraszam na ciąg dalszy, który okazał się być wspaniały.
Po wyjściu z lasu.
Gdy mamy przedzieranie się przez las za sobą, to teraz czekają nas tylko wspaniałe doznania. Wokół pola i niesamowite widoki na Tatry i Jezioro Orawskie. Ja tu byłam w ostatni dzień lata i zboże było już zebrane, dlatego spacer po rżysku był samą przyjemnością. Mam nadzieję, że wiosną zostawione są ścieżki którymi można swobodnie przejść do szerokiej, polnej drogi, którą dojdziemy na samą Magurkę.


Znacznie wygodniejsza alternatywa.
Myślę, że wygodniej będzie dojść do tej drogi z drugiej strony- ze wsi Stefanov nad Oravou. Wybierając czerwony szlak liczyłam że będzie lepiej przygotowany. Gdybyście chcieli skorzystać z dojścia ze wsi to jest szeroka polna droga prowadząca z okolicy cmentarza na górę. Traci się wprawdzie połowę malowniczego przejścia grzbietem wzgórza, ale zyskuje wygodę i możliwość pozaszlakowej pętelki. Ale póki jej nie sprawdzę jest tylko obiecującym przypuszczeniem, podobnie jak szlak z Twardoszyna. Jeśli znasz te dojścia do proszę skomentuj ten wpis, żebym mogła skorzystać z Twojego doświadczenia.


Czerwonymi znaczkami na punkt widokowy.
To ostatni dzień lata i rześkie powietrze oznacza, że jesień już jest gotowa na swoje królowanie. Traktory jeżdżą tam i z powrotem przygotowując pola uprawne do zimy. Odkąd weszłam na grzbiet wzgórza nad Stefanovą droga jest szeroka, nie sposób jej zgubić. Widoki coraz szersze, także na malowniczą rzekę Oravę. Widać wieżę na Magurce gdzie idę. Wydaje się być tak blisko…


Przyjemnie nabieram wysokości. Szlak nie jest długi, mogę sobie iść powoli i rozglądać się dowoli. Przechodzę przez krótki odcinek leśny, chociaż po prostu zadrzewiony byłoby lepszym określeniem i wychodzę na kolejną polanę. Jestem coraz wyżej, więc i widoki stają się rozleglejsze. Siadam pod drzewem i nie mogę wyjść z zachwytu.

Wszyscy pojechali w Tatry, social media bombardują zdjęciami i rolkami z korków (!!!) na szlakach, a tutaj jak dotąd nie spotkałam nikogo! Uprzedzając, przez cały dzień widziałam dosłownie kilku ludzi i to najczęściej rowerzystów.
To nie jest punkt widokowy w sensie jakiejkolwiek wieży czy platformy, po prostu miejsce pod drzewem zaznaczone na mapie.
Chociaż wrześniowe poranki już są chłodne, to potem słońce skutecznie nagrzewa powietrze. Siadam w wysokiej trawie w cieniu, słucham szumu wiatru, podziwiam piękno świata. Tyle chodzę po górach, lasach, polanach, ale i tak nie przestaję się dziwić, jak pięknie jest ten świat stworzony.


Droga krzyżowa.
Idę dalej. Z mapy wiem, że szlak omija szczyt Ostrego Wierchu, przez który prowadzi droga tak dobrze widoczna z dołu. To ta w przecince na szczyt Magurki. Iść szlakiem, czy drogą na skróty? Nie muszę wybierać 🙂 To będzie moja mini pętelka- wyjdę szlakiem, zejdę skrótem.
Droga krzyżowa zaczyna się u szczytu polany na której odpoczywałam. I tu moje pierwsze zaskoczenie. Oprócz ołtarza i znaku pierwszej stacji mamy skrytkę z modlitewnikami. Jest ich tu bardzo dużo, każdy dotyczy stacji drogi krzyżowej z modlitwami i tekstami pieśni. Dostępne dla każdego, kto ma ochotę włączyć się od modlitwy, ale tylko w języku słowackim. Pierwszy raz się z tym spotkałam.


Każda kolejna stacja to zachwyt. Jak bardzo zadbana jest przestrzeń przy każdym z miejsc. Trawa skoszona, ławeczki, a same stacje piękne w swojej prostocie. Każda z nich jakby pojedynczą kreską nadaje sens ostatniej drodze którą kroczył Jezus. Rzadko katolickie symbole religijne robią na mnie wrażenie, a tu jestem skupiona i zauroczona.


Szlak jest dobrze oznakowany i wygodny. Często drogi krzyżowe są prowadzone w trudnych terenach, żeby podbić cierpienie jakie się wiąże z przeżyciem religijnym. Tutaj nie. Szlak trawersuje Ostry Wierch, łagodnie prowadzi nas w górę. W pewnym miejscu wychodzi na utwardzoną szeroką drogę. Ten spacer to sama przyjemność.
Za ostatnią stacją jest spora polana z ołtarzem, ławami na kilkadziesiąt osób. Pamiętam, gdy byłam tu kilka lat temu, że cała ta przestrzeń pokryta była krokusami wyrastającymi miedzy ławkami. Więc może wybierzesz się tu wiosną?


Magurka.
Dalej idziemy drogą aż do skrzyżowania ze studzienką. Pewnie niektórych brzydzą kubeczki zostawione, by skorzystać w razie pragnienia, a mnie to zawsze rozczula: woda dla spragnionych. Można tu uzupełnić wodę i jeśli ktoś potrzebuje odpocząć. Teraz szlak prowadzi nas ścieżką leśną na sam szczyt, ale gdy pójdziemy drogą w lewo też tam dojdziemy. Ja postanowiłam, że to będzie taka moja mini pętelka 🙂

Droga trawersuje Magurkę, nabiera się ostatecznej wysokości powoli, natomiast szlak początkowo wchodzi w las, który przerzedza się, a widoki stają się coraz rozleglejsze. Jestem zachwycona. Wysokie trawy szumią, spomiędzy drzew można podziwiać Jezioro Orawskie i Babią Górę. Po drugiej stronie panorama Tatr.


Dopiero na szczycie spotykam pierwszych ludzi. Okazuje się, że trasa z okolic Namestowa jest w całości przystosowana dla amatorów górskich tras rowerowych. Patrząc na mapę można zobaczyć dokładnie jak prowadzi droga. To dlatego tyle tu rowerzystów. Tyle ale nie wyobrażajmy sobie za dużo. Na samym szczycie jeden, przy zejściu przy utulni kolejne 4/5 osób i po drodze wracając minęły mnie jeszcze trzy. Bilans 8/9 osób na cały dzień a wszyscy spotkani dopiero na samej Magurce 🙂 .
Na szczycie stoi ogromna wieża przekaźnikowa, to charakterystyczny element Maurki widoczny z Beskidów, czy Tatr. Jest ogrodzona i nie ma na nią wejścia, a w sumie wieża widokowa w tym miejscu to byłby super pomysł. Panorama z góry byłaby imponujaca.

Powrót. Namiastka pętelki 🙂
Utulnia pod Magurką
Z Magurki schodzę drogą. Mijam Utulnię pod Magurką. Teraz żałuję że nie zatrzymałam się na kofolę 🙁 Bufet jest otworzony w weekendy, ale przez cały tydzień mozna skorzystać z bufetu samoobsługowego. Aby skorzystać z noclegu trzeba zadzwonić do właściciela, żeby podał kod do zamka 🙂 Miejsca do spania są na poddaszu. Po więcej informacji odsyłam na stronę internetową. Można zmienić język na angielski albo skorzystać z google tłumacza.
Podobno takich miejsc w ramach projektu Beskidy bez granic jest więcej 🙂 Jeśli znasz takie, to daj mi znać, chętnie o nich więcej się dowiem,
Zejście trawersem Magurki
Idę sobie spokojnie drogą, może kiedyś była asfaltowa? Jest szeroka, utwardzona, może wybudowana na potrzeby wieży przekaźnikowej? Niedługo odłączają się szlaki czerwony i niebieski a ja maszeruję nadal wygodnie. Mijają mnie kolejni rowerzyści. Widoki nadal dopisują, tym razem tylko w południową stronę. Są piękne, rozległe. I tak dochodzę do znajomej już studzienki. przy skrzyżowaniu szlaków.


Przez Ostry Wierch.
Droga prowadzi prosto niebieskim kolorem ( nie idź tam 🙂 !). W prawo szlak czerwony, którym przyszłam. A tuż obok wzdłuż szlaku poprowadzono leśną ścieżkę. To nią pójdę. Początkowo to zwykła ścieżka przez las, którą czasem chyba nawet ktoś przejeżdża, bo widać wyraźne ślady. Tak spacerowo dochodzę do Ostrego Wierchu ( przynajmniej tak mi się wydaje, bo nie zauważyłam oznaczeń szczytu) I teraz zaczynają się schodki 🙂 Z dołu było widać, że to jest wyraźna przecinka i wydawać by się mogło, że będzie widokowo, i może nawet było :). Tylko ten odcinek aż do spotkania ponownego ze szlakiem jest tak stromy, że głównie patrzyłam pod nogi 🙂 Wilgoć i ziemiste, miejscami śliskie podłoże sprawiły, że trzeba było iść uważnie, patrzeć pod nogi a nie dookoła 🙂 . Czy polecam ten skrót? Zdecydowanie rekomenduję przejść drugi raz drogą krzyżową 🙂 Ale może raz warto spróbować różnych opcji. Ja to zrobiłam też da Ciebie, żebyś nie musiał(a)
Ciąg dalszy po własnych śladach 🙂
Teraz idę mając najwspanialsze widoki przed sobą. Po jeziorze suną jachty, wiatr dziś dość mocno wieje, więc podejrzewam, że żeglarze mają fajną zabawę 🙂 Po prawej Tatry wydają się być tak blisko. Znowu zatrzymuję się na dłużej w miejscu widokowym w cieniu gdzie spędziłam sporo czasu wchodząc. Chociaż szlak jest bardzo widokowy, to rzeczywiście stąd widać świat najpiękniej. Słońce przeniosło się bardziej na zachód, prześwituje łagodnie przez liście a cienie kładą się coraz dłuższe tworząc malownicze plamy.


Chciałoby się wykrzyknąć: Chwilo trwaj!
Obserwuję grzbiet po drugiej stronie Stefanovej i obmyślam kolejny raz gdy tu przyjadę. Na końcu wpisu zdradzę mój plan 🙂
Teraz niesamowicie przyjemny spacer ścieżką wśród traw, dochodzę do pól na których nadal pracuję traktory, przygotowując ziemię na kolejne zasiewy. Idę przez rżysko i przychodzą mi na myśl wspomnienia gdy miałam nie więcej niż 4/5 lat i biegałam z kuzynką po takim rżysku na wsi u mojej babci. Widzę moje bose stópki starające się nie nadepnąć na suche, twarde pozostałości . Lawiruję pomiędzy, mam takie delikatne stopy. A moja kuzynka biega nie zważając na nic. Ten obraz mnie nawiedza zawsze, gdy widzę pola po zbiorze zbóż. Bardzo przyjemne wspomnienie…

Koniec.
Pora zakończyć dzisiejsza wycieczkę. We wstępie już pisałam jak wygląda zejście. Okazało się przecież że szlak jest oznakowany i nim schodziłam. Jerzyny ciągnęły mnie za spodnie, mokre liście zostawiały swoje znaki. Ale przecież musiałam jakoś zejść. Nie było tragedii ale po tak miłym i wygodnym szlaku ten odcinek jest rozczarowujący, chociaż nie niszczy czaru wspaniałego dnia. Wychodzę z niego koło znajomego przystanku autobusowego a w głowie już mam ułożoną alternatywę na powrót 🙂
Tak pójdę kolejnym razem.
Śledź moje zamiary z mapą jesli masz taką możliwość 🙂
Następnym razem planuję przyjechać do Stefanovej nad Oravou, zatrzymać się w pobliżu cmentarza. Z map lotniczych wynika, że stąd prowadzi szeroka droga polna na grań z czerwonym szlakiem tutaj opisanym. Dalej szlakiem na Magurkę a zejście niebieskim szlakiem. Z Przełęczy Sedlo Priehyby odchodzi zielony szlak z powrotem do wsi, ale nie mam ochoty iść przez wieś dlatego znalazłam ciekawsza alternatywę, a nawet dwie:)
*1 Schodząc zielonym szlakiem z przełęczy odbiję w prawo na drogę by niedługo potem z niej odbić w lewo w stronę wiaty Za Grunką i dalej prosto w stronę auta.
*2 Zamiast schodzić z przełęczy, można iść dalej, zdobyć Javorovy Wierch i z niego zejść w stronę Stefanovej. Obawiam się jednak, że to zejście może być dość strome.
Szlak z Twardoszyna też wydaje się być ciekawy, chociaż bez petelki. Daj mi znać jeśli masz swój ulubiony szlak na tą Magurkę. W dniach gdy większość świata górskiego zdobywa Tatry albo najpopularniejsze szczyty beskidzkie tu jest cisza, spokój a widoki pierwsza klasa. Chętnie tu powrócę.

Odrobina statystyki
| Dystans | 12km |
| Czas przejścia | 4,5h plus leżing i czilling |
| Trudność | łatwy |
| Suma podejść | 490m ↑↓ |

Jeśli ten wpis był dla Ciebie przydatny, będzie mi bardzo miło, gdy wesprzesz moją pracę na blogu kawą. Za KAŻDĄ kwotę jestem niezmiernie wdzięczna. W ten sposób opłacę serwer, domenę i ubezpieczenie w górach.
Miej wspaniały dzień!





Bardzo ciekawa propozycja wędrówki. Ach, te zdjęcia! Asiu mistrzostwo ❤️
Tak i mało kto tam chodzi, a możliwości zaskakujących wędrówek w tym rejonie jest kilka. Pozdrawiam :)))